Humani
Pracownia Psychoterapii i Rozwoju Osobistego

Anna Król-Kuczkowska

Kiedy wydaje się, że wszyscy odczuwają radość i świętują z bliskimi, w świecie ludzi, którzy doświadczyli bolesnych strat, są samotni lub cierpią na depresję, szczęście może być jednym z najbardziej odległych i najtrudniejszych do osiągnięcia stanów.

Myśl, że jesteśmy absolutnymi władcami naszego samopoczucia i losu, jest niezwykle kusząca i dobrze wpasowuje się we wszechobecne dzisiaj pragnienie podporządkowania człowiekowi wszystkiego – łącznie z nim samym. O tym, jak powszechne jest to dążenie, świadczą choćby doniesienia prasowe o odkryciu śladowych ilości prozacu w wodzie pitnej w Londynie. Dobrze obrazuje to skalę, na jaką mieszkańcy tej metropolii starają się kontrolować swój nastrój i chemicznie rozpraszać słynne mgły.

Rzeczywiście wraz z nieustającym postępem zarówno techniki, jak i wiedzy dotyczącej ludzkiego funkcjonowania – fizycznego i psychicznego – możemy coraz bardziej wpływać na swoje samopoczucie. Jednak bez względu na to, jakimi narzędziami wpływu dysponujemy, nigdy nie będzie to wpływ absolutny – nasze ciało, jego biologia i rządzące nią prawa są potężnymi siłami, które niezwykle trudno ujarzmić. A już najtrudniej jest im zaprzeczyć – choć wiele naszych działań ma taki właśnie cel.

Czas przedświąteczny jest jednym z najpiękniejszych okresów w roku. Pełnym radości, poczucia szczęścia i wzajemnej życzliwości. Jednak dla ludzi, którzy doświadczyli bolesnych strat, są samotni lub cierpią na depresję (również na sezonowe zaburzenia depresyjne związane z porą roku), to niezwykle trudny okres. Kiedy wydaje się, że wszyscy odczuwają radość i świętują z bliskimi, w świecie tych ludzi szczęście może być jednym z najbardziej odległych i najtrudniejszych do osiągnięcia stanów. Dotyczy to również osób, które zazwyczaj dobrze sobie radzą i sprawnie funkcjonują. W okresie świątecznym ich stan względnej równowagi może zostać zachwiany przez nałożenie się na siebie kilku trudnych czynników, na przykład dużego napięcia psychicznego i często niełatwych doświadczeń w mijającym roku.

Okres Bożego Narodzenia i Nowego Roku to również środek najtrudniejszego czasu w naszym zegarze biologicznym – upłynęło już sporo jesieni, lato jest dość odległe, światła mamy dużo mniej niż w miesiącach wiosenno-letnich, temperatura osiąga swoje dolne granice. Wszystko to powoduje, że nasz organizm funkcjonuje na zwolnionych obrotach, a w mózgu spada poziom substancji odpowiadających za dobry nastrój. Co więcej, mamy na to niewielki wpływ, bowiem nasze samopoczucie zależy zarówno od równowagi hormonalnej organizmu, jak i od otaczającej nas aury, a oba te czynniki są poza naszą kontrolą. Ponadto często są ściśle za sobą powiązane i wzajemnie na siebie oddziałują – wielu z nas doświadcza związanej z porą roku zmiany w fizjologii ciała, która bezpośrednio przekłada się na poziom nastroju, energii i ogólnego poczucia chęci do życia.

Niektóre osoby w okresie jesienno-zimowym uskarżają się na osłabienie, apatię, zaburzenia snu i apetytu, poczucie smutku i przygnębienia oraz brak motywacji. Dolegliwości te mają często podłoże biologiczne związane z wrażliwością na pogodę, jednak niekiedy są intensyfikowane przez trudności emocjonalne, które w tym czasie również przybierają na sile. Jeśli jesteśmy takimi osobami, warto poobserwować, jak nasz organizm reaguje na wspomniane zmiany w pogodzie. Umiejętność samoobserwacji i pogłębianie własnej świadomości pomagają w odkryciu sposobów, które mogą nieco łagodzić ten trudny czas i przynieść upragnioną ulgę.

Dobrze jest także obserwować, jak czujemy się w najbliższym otoczeniu i jak ono – kolor pomieszczeń, oświetlenie itp. – wpływa na nasz nastrój. Czasami bowiem kilka drobnych zmian na przykład w mieszkaniu czy miejscu pracy może przynieść poprawę samopoczucia. Wiadomo, że na samopoczucie wpływają kolory. Można zatem wzbogacić swoje otoczenie o jakieś elementy w barwach, które uspokajają nas lub podnoszą poziom naszej energii. Gdy dzień staje się coraz krótszy, pomieszczenia, w których przebywamy, powinny być jasne i dobrze oświetlone łagodnym światłem.

Najważniejsze jednak, aby prowadzić regularny tryb życia, jak najczęściej robić to, co się lubi, być aktywnym towarzysko, szukać bliskości z innymi ludźmi i nie narzucać sobie zbyt wielu obowiązków.

Jeśli mimo podjętych działań stany przygnębienia utrzymują się niepokojąco długo, lub też przybierają na sile, coraz bardziej utrudniając codzienne funkcjonowanie – trzeba pomyśleć o poszukaniu fachowej pomocy.

Anna Król-Kuczkowska

psycholog, psychoterapeutka