Chciałabym polecić Państwu film pt. „Być Kochaną”, obraz ten niedawno wszedł do kin i jest reżyserskim debiutem Norweżki Lilji Ingolfsdottir. W moim poczuciu obraz słusznie nagrodzony aż pięcioma nagrodami na festiwalu w Karlowych Warach przedstawia wielowymiarowe studium relacji w parze, jak i z samym sobą. Główną bohaterką filmu jest Maria dynamiczna kobieta, która wychowuje czwórkę dzieci, jest po rozwodzie i w kolejnym związku gdzie stara się pogodzić trudy życia w patchworkowej rodzinie. Wychowuje dwoje nastolatków z pierwszego małżeństwa oraz dwójkę dzieci w wieku przedszkolnym ze związku z kolejnym mężem. Film przedstawia świeże spojrzenie na relację między kobietą a mężczyzną w kinie. Wydaje się, iż częściej serwowane są nam historie pod hasłem: Czy skończą razem? Czy on jest tym właściwym? Czy będzie happy end? W miarę upływu czasu historia przestaje dotyczyć miłości między nim a nią; film staje się opowieścią o jej relacji z samą sobą. To, co początkowo wydawałoby się być romantycznym filmem o mężczyźnie i kobiecie, niespodziewanie staje się filmem o analizie swoich wzorów przywiązania z ważnymi postaciami w życiu bohaterki.
Reżyserka filmu w wywiadzie powiedziała, iż poprzez przywołany obraz chciała postawić sobie i widzom pytania: „czego oczekujemy od siebie nawzajem, czy jeśli znajdziemy miłość, idealnego partnera, to zostaniemy uwolnieni od naszych problemów, czy kochać kogoś oznacza, że druga osoba uczyni nas szczęśliwymi?” Poprzez film „Być Kochaną” reżyserka chciała przyjrzeć się kondycji współczesnych kobiet, oddać zmagania związane z godzeniem życia rodzinnego wraz z potrzebą rozwoju i kariery. Tłem dla całej historii jest matryca pierwotnych relacji głównej bohaterki i dalsze tego konsekwencje dla jej funkcjonowania w relacjach. „Zamiast uczynić ją ofiarą lub niezależną kobietą z cechami męskimi, chciałam stworzyć kobietę, która ma siłę i mądrość, by stanąć w swojej własnej wrażliwości, stawić czoła największemu lękowi i ostatecznie przetrwać największy ból. Strach przed porzuceniem wpływał na jej wybory w życiu”. Tak o swojej postaci mówi reżyserka filmu. Nie chcąc zdradzać nadmiernie fabuły, zachęcam Państwa do wybrania się do kin.
W postaci Mari i jej zmaganiach odnajdzie się wiele współczesnych kobiet. Szczere studium uczuć głównej bohaterki zaprasza nas do refleksji nad tym, kim jesteśmy w relacjach, czego się obawiamy, koniec filmu dostarcza ulgi, po emocjonalnym rolercosterze (przynajmniej ja takowej doświadczyłam).
Przyjemności,
psycholog, psychoterapeutka