Humani
Pracownia Psychoterapii i Rozwoju Osobistego

Rozejm bożonarodzeniowy. Dlaczego warto uruchomić w sobie życzliwość

Wywiad ukazał się w Tygodniku Powszechnym Nr 51-52/2025

Anna Król-Kuczkowska, psychoterapeutka: Życzliwość to aktywne pragnienie, żeby komuś było dobrze. Żeby nie spotkała go krzywda. Czasem najbardziej liczą się małe codzienne akty człowieczeństwa.

Berenika Steinberg: Łatwo być życzliwym wobec osób, które darzę ciepłymi uczuciami.
Trudniej wobec obcych.

Anna Król-Kuczkowska: Myśli pani, że łatwo? Wydaje mi się, że w bliskich relacjach może to być wielkie wyzwanie. Przecież osoby w naszym otoczeniu, również te najbliższe, budzące wiele naszych uczuć, przeżywamy cały czas zmiennie. Zdarza się, że jako obce i będące przeciwko nam, nawet jeśli takie nie są. I wtedy, jeśli nie rozumiemy szerzej tego, co się dzieje, możemy być wobec nich nieżyczliwi i okrutni. A pop-psychologiczne przekazy wokół nas, niestety, w tym pomagają.
To znaczy?
Nie mówię o rzetelnej wiedzy psychologicznej, ale o wszechobecnych w mediach przesłaniach typu: „jeśli nie pozwolisz się zranić, to nikt cię nie zrani” albo: „twoje emocje to twoja
odpowiedzialność”. Przecież to bajki z mchu i paproci! Nieprawda zarówno na poziomie psychologicznym, jak i neurologicznym.
Rzeczywistość jest taka, że bliscy mogą nas głęboko zranić, podobnie jak my ich. Jesteśmy odpowiedzialni za nasze słowa i czyny, za dobro i zło, które wyrządzamy sobie i innym. W naszej poprzedniej rozmowie na łamach „TP” mówiłyśmy, że mózg ludzki jest organem społecznym. Istnieje nawet mądra nazwa – socjostaza, która opisuje zjawisko nieustannego wpływania ludzi na siebie nawzajem.
Nasze układy nerwowe tworzą jedną wielką sieć, której uczestnicy mogą nawzajem się koić i regulować, ale też dramatycznie krzywdzić i rozregulowywać.
Co w takim razie w trudnych momentach może nam pomóc uruchomić w sobie życzliwość wobec bliskiej osoby?
I złapać się jej jak deski ratunkowej, żeby nie zrobić rzeczy strasznych? Np. mentalizacja. To zaawansowana funkcja psychiczna, która polega na tym, że jesteśmy w stanie rozumieć różne rzeczy obserwowalne – czyli to, co robimy i co robią inni – w kontekście rzeczy nieobserwowalnych, czyli myśli, uczuć, lęków, pragnień itd. To zdolność do spojrzenia na siebie z zewnątrz – jak ktoś się ze mną czuje, kiedy reaguję na coś w dany sposób, ale też, dlaczego w taki sposób reaguję – a na innych od środka, próbując zrozumieć, dlaczego są, jacy są.
Podam przykład. Kiedy mój nastoletni syn do mnie odburkuje i jest nieszczególnie współpracujący, to nie zatrzymuję się tylko na poziomie możliwej interpretacji jego zachowania – że np. jest moją wychowawczą porażką – tylko się zastanawiam: „to nie do końca normalne, przecież generalnie to wspaniały młody mężczyzna, może z czymś mu ciężko, może wydarzyło się coś, o czym nie wiem, więc teraz spróbuję wymyślić sposób, jak do tego dotrzeć”.
Mentalizacja obejmuje więc zdolność do empatii, współczucia, do wyobrażania sobie umysłu drugiego człowieka zarówno w związku z naszymi działaniami, jak i widzenia go jako odrębnej osoby, która ma swoje myśli, uczucia i doświadczenia. Nie mamy bezpośredniego dostępu do umysłu drugiej osoby, nie wiemy nigdy do końca, co i dlaczego dzieje się po drugiej stronie.
Ale możemy życzliwie spróbować się tego dowiedzieć. Chcę oczywiście zaznaczyć, że rozmawiamy o trudnych sytuacjach, ale takich, w których istnieje podstawowe bezpieczeństwo i więź, i w których druga osoba nie zagraża nam fizycznie ani psychicznie.