Humani
Pracownia Psychoterapii i Rozwoju Osobistego

Psychoterapia grupowa – nowe grupy

Od wielu lat jedną z naszych specjalizacji jest psychoterapia grupowa.

Jak co roku, jesienią startujemy z nowymi edycjami grup.

Poniżej informacje o grupach, które już rozpoczęły lub właśnie zaczynają prace. W niektórych mamy jeszcze ostatnie wolne miejsca.

ALE!!!

Od stycznia uruchamiamy dwie nowe grupy terapeutyczne – intensywną, krótkoterminową grupę pracującą w sobotnich blokach raz w miesiącu oraz pierwszą w Polsce grupę MBT (opartą na mentalizacji). Szczegóły już wkrótce!!!

PSYCHOTERAPIA GRUPOWA SEZON 2021/2022 – PRACOWNIA HUMANI, POZNAŃ:

1) Terapia grupowa osób dorosłych – czas trwania 10 miesięcy; spotkania raz w tygodniu (wtorki 18:30-20:30);

2) Terapia grupowa osób dorosłych – czas trwania 10 miesięcy; spotkania raz w tygodniu ( środy 18:00-20:00);

3) Terapia grupowa osób dorosłych – czas trwania 10 miesięcy; spotkania raz w tygodniu ( czwartki 18:00-20:00);

4) Terapia grupowa młodych dorosłych – czas trwania 8-9 miesięcy spotkania raz w tygodniu ( środy 15:00-16:45);

5) Terapia grupowa młodzieży w wieku 15-18 lat – czas trwania 9 miesięcy; spotkania raz w tygodniu ( poniedziałki 17:00-18:45);

6) ) Terapia grupowa młodzieży w wieku 12-15 lat – czas trwania 9 miesięcy; spotkania raz w tygodniu ( środy 17:00-18:30);

7) Warsztaty psychologiczne dla młodzieży w wieku 12-17 lat – oferta w przygotowaniu.

Zapraszamy!!!

Czy między nami jest chemia?

Jako rodzice mamy do wykonania bardzo ważne zadanie: stworzyć z dziećmi taką relację, która będzie dla nich bazą na całe życie. Będzie pierwowzorem późniejszych dobrych, bliskich związków z ludźmi oraz umożliwi nabycie zdolności do regulowania emocji. Kształtowanie tej relacji to proces, który toczy się powoli, niepostrzeżenie podczas codziennych czynności i wydarzeń. Możemy nie być świadomi jego istnienia oraz nie korzystać z takich pojęć jak np.: regulacja afektywna, styl przywiązania, mentalizacja, a proces ten i tak zachodzi. Budowanie relacji między dzieckiem a rodzicem odbywa się na poziomie psychologicznym oraz biochemicznym. I o tej biochemii przywiązania chcemy napisać kilka słów zainspirowani badaniami nad więzią i ciekawym dokumentem Netflixa (Niemowlęta).

Oksytocyna

  Badania nad tym neuroprzekaźnikiem mają długą, ok. 100-letnią historię. Przez lata odkryto jej rolę w wielu procesach mózgowych. Jej poziom rośnie w trakcie ciąży, porodu i karmienia piersią. Wnioskowano zatem, że musi mieć związek z akcją porodową i rozwojem dziecka. Natomiast na przełomie XX i XXI wieku zajęto się dokładniej rolą oksytocyny w tworzeniu więzi między matką i dzieckiem. Jedną z badaczek zajmujących się oksytocyną jest Ruth Feldman, dyrektor Centrum Rozwojowej Neuronauki Społecznej w Izraelu. [Interdisciplinary Center (IDC) Herzliya]. W 2001 Feldman, badając kontakt między mamami i ich dziećmi odkryła, że im częściej oboje się dotykają, tym poziom oksytocyny jest wyższy, co z kolei zwiększa zaangażowanie matki w relację oraz daje jej natychmiastowe poczucie satysfakcji. Dla mózgu jest to pokarm relacyjny, jak pyszna kolacja po ciężkim dniu pracy. Im wyższy poziom oksytocyny tym więź z dzieckiem staje się silniejsza.

Następnie Feldman zwróciła uwagę na ojców. Dowiodła, że po porodzie poziom oksytocyny wzrasta również u nich. Im więcej ojcowie zajmują się dzieckiem, tym wyższy poziom tego neuroprzekaźnika. Wyniki pokazują, że kluczowe dla wzrostu poziomu oksytocyny jest fizyczne i emocjonalne zaangażowanie w kontakt z dzieckiem podczas karmienia, przewijania, kąpania, bujania, czyli codziennych, zwykłych czynności. Zwrotnie oksytocyna zwiększa jeszcze poczucie zaangażowania w relację i stanowi bazę tworzącej się miłości do dziecka. Ojcostwo, podobnie jak macierzyństwo, to proces silnie uwarunkowany biologicznie, niosący ze sobą daleko idące zmiany w mózgu.

Charakterystycznym elementem relacji z dzieckiem jest troska o nie. W efekcie tej troski, jako rodzice, martwimy się o dzieci. Dalsze badania Feldman pokazały ciekawą zależność pomiędzy tym stanem emocjonalnym a porodem i ujawniły różnice między płciami. W trakcie porodu w mózgu kobiety uaktywnia się ciało migdałowate podnosząc poziom czujności i martwienia się o dziecko. Stan aktywności tej części mózgu w odniesieniu do potomstwa utrzymuje się do końca życia kobiety, niezależnie od wieku dzieci. Przekłada się to np. na szczególne wyczulenie matek na płacz dziecka, ich nocną czujność i wyższy poziom energii mimo zmęczenia opieką. Natomiast u mężczyzny proces ten zachodzi w inny sposób i poziom pobudzenia ciała migdałowatego w relacji z dziećmi osiąga ok. 1⁄4 wartości pobudzenia tej części mózgu u kobiety. Stąd mężczyznom łatwiej zachować spokój kiedy dziecko np. płacze.

  Kolejna porcja ciekawych informacji pochodzi z 2010 roku. Pod lupę wzięto tym razem pary homoseksualnych mężczyzn, żyjących w trwałych związkach i mających dzieci dzięki surogacji oraz wychowujących je od pierwszych dni życia. Wykazano, że poziom oksytocyny w ich mózgach, po rozpoczęciu opieki nad dzieckiem również rósł znacząco. Skany mózgów ojców pełniących role głównych opiekunów, pokazywały znaczne zmiany w ciałach migdałowatych. Poziom aktywności tych części mózgu wpływający na intensywność martwienia się i troski odpowiadały identycznym zmianom w mózgach kobiet, które urodziły dzieci!

  Wygląda na to, że ciąża, poród i karmienie piersią w specyficzny sposób aktywują matczyny mózg i przygotowują go do wytworzenia więzi z dzieckiem oraz do roli matki. Jednak w podobny sposób jest on aktywowany również przez zaangażowaną opiekę. Jeśli chodzi o więź, nie ma znaczenia czy jesteśmy biologicznymi rodzicami, czy troskliwymi opiekunami. Kluczowa jest jednak decyzja czy chcemy być rodzicami dziecka oraz to, w jaki sposób będziemy realizować tą rolę. Wpływ na to ma zarówno troskliwy i uważny kontakt z dzieckiem, ale też regularne wykonywanie codziennych opiekuńczych i „obsługowych” czynności (np. przewijanie, kąpanie).   

Wszystko to składa się na indywidualny model opieki. Wynika on z naszych psychologicznych uwarunkowań, np. czułości, skłonności do empatii czy cierpliwości, ale też kontaktu którego doświadczyliśmy z własnymi rodzicami oraz przekazów rodzinnych. Jest to też kwestia naszej świadomości własnych zachowań i wzorców oraz decyzji podejmowanych każdego dnia podczas zabaw i czynności opiekuńczych.


Kortyzol


Więzią, ale od nieco innej strony, zajmował się też Edward Tronick, profesor psychologii z Uniwersytetu Massachusetts w USA. Swój cykl badań rozpoczął w latach 60-tych na Uniwersytecie Harvarda. Chciał dowiedzieć się czy dzieci rodzą się z predyspozycjami do tworzenia relacji społecznych. W tym celu poddał wnikliwej obserwacji wiele par matka-dziecko. Słynny eksperyment Tronicka nosi nazwę Still face – czyli Nieruchoma twarz. Podczas badania matki był nagrywane w trakcie zabaw z 3,4,5-miesięcznymi dziećmi. Profesor Tronick sprawdzał w jaki sposób dzieci angażują się w kontakt z matką i jakiego „języka” do tego używają. Obserwował jak reagują kiedy matka na 2 minuty przestaje się z nimi bawić, a jej twarz nieruchomieje, nie okazując żadnych emocji. Dzieci od razu zauważały, że matka nie zachowuje się tak, jak zwykle. W reakcji na zmianę jej zachowania, używały wszystkich dostępnych sobie narzędzi by z powrotem nawiązać relację – uśmiechały się, patrzyły na mamę, gaworzyły, potem płakały. Wyniki potwierdziły, że dzieci bardzo wcześnie dysponują narzędziami pozwalającymi im aktywnie nawiązywać relacje.

Następnie uwaga Tronica przeniosła się w kierunku pytania czy dobra relacja rodzic-dziecko pomaga dziecku radzić sobie ze stresem, który jest nieuniknionym doświadczeniem w życiu. Do badania poziomu stresu u dzieci opracowano nową wersję eksperymentu z nieruchomą twarzą, chcąc przy tym zmierzyć poziom hormonu stresu – kortyzolu. Wysoki poziom kortyzolu oznacza reakcje organizmu na duży stres.

Tak jak poprzednio, obserwowano zabawy matek z dziećmi z „wyłączeniem się” matki w pewnym momencie. Następnie mierzono wzrost poziomu kortyzolu u niemowląt. Po stresujących 2 minutach przerwy w kontakcie, matka i dziecko bardzo szybko znajdowali sposób na odnowienie relacji. Ta możliwość odnowienia kontaktu jest czymś niezwykle ważnym w tworzeniu się u dziecka bazowego przeświadczenia, że można polegać na drugiej osobie. Rodzic umożliwia dziecku doświadczenie, że można naprawić relację, jeśli coś pójdzie nie tak, oraz że relacja koi i jest emocjonalnie „odżywcza”. Tę naukę dzieci niosą w dorosłość i stanowi ona dla nich fundament, punkt wyjścia do budowania obrazu innych ludzi, relacji oraz radzenia sobie w ciężkich czasach. Wyniki badania udowodniły, że im więcej pozytywnych interakcji z rodzicem miało przed eksperymentem niemowlę, tym poziom kortyzolu w trakcie stresującej sytuacji był mniejszy. Styl rodzicielstwa i poziom zaangażowania emocjonalnego w znaczny sposób wpływa na późniejsze radzenie sobie dziecka w świecie. Dzięki niemu dziecko dysponuje potem tarczą chroniącą przed zalewającym i paraliżującym działaniem stresu na mózg.

Kolejne badania związane z budowaniem bazy do radzenia sobie ze stresem, przeprowadziła dr Anne Rifkin-Graboi, Kierownik Badań Nad Wczesnym Dzieciństwem, (National Institute of Education, Singapore). Badaczka ta również udowodniła, że styl rodzicielski ma znaczący wpływ na rozwój mózgu niemowlęcia. Przeanalizowała tysiące skanów dziecięcych mózgów z pierwszych tygodni życia. Następnie powtórzyła zdjęcia mózgów po pół roku i w międzyczasie przyglądała się różnicom w podejściu rodziców do dzieci w trakcie zabawy. Skupiano się na tym jak uważni i responsywni są poszczególni rodzice w kontaktach z dziećmi. (*Responsywność oznacza gotowość do odpowiadania na komunikaty i potrzeby dziecka.)

Okazało się, że hipokamp znajdujący się w centralnej części mózgu rozwija się u dziecka inaczej w zależności od stylu rodzicielskiego opiekunów i staje się tym większy im mniej są oni responsywni. Hipokamp pełni ważną funkcję w procesach uczenia się i radzenia sobie ze stresem. Zwiększa się jak mięsień przy dźwiganiu większego obciążenia. Te dzieci, które miały większy hipokamp musiały radzić sobie same ze stresem, bo miały mniejsze wsparcie ze strony rodziców. Te efekty były widoczne już po pół roku! Jeśli rodzic jest uważny i wrażliwy, dziecko uczy się że świat jest bezpieczny. To doświadczenie zachęca dziecko do poznawania otoczenia i pobudza ciekawość. Jeśli dziecko nie dostaje wystarczającego wsparcia rodzica interesuje się bardziej zapewnieniem sobie bezpieczeństwa niż eksplorowaniem świata, przez co rozwija się gorzej poznawczo i emocjonalnie.

Mleko matki

W budowaniu relacji między opiekunem a niemowlęciem istotną rolę odgrywa karmienie. Badania na temat karmienia piersią przeprowadziła amerykańska antropolog Katherine Hinde, profesor na uniwersytecie w Arizonie. Zainteresowała się tym tematem w latach 90, zauważając że wiedza o nim jest wciąż mała. W tamtym czasie dominował pogląd, że skład mleka matki jest stały przez cały okres laktacji. Zakładano także, że mleko wszystkich kobiet na świecie jest do siebie bardzo podobne. Okazało się to błędnym przekonaniem.

Mleko każdej matki jest bowiem bardzo indywidualnie skomponowane na potrzeby jej dziecka. Skład chemiczny i ilość produkowanego podczas laktacji pokarmu zależy od wielu czynników: od płci i wieku dziecka, od tego którym jest dzieckiem w kolejności. Hinde wykazała także wpływ doświadczeń matki i jej przeżyć na mleko. Ze względu na to co się dzieje aktualnie w życiu matki i dziecka, zmienia się zawartość tłuszczu, białek, węglowodanów, wody. Skład mleka jest wynikiem dialogu między organizmami matki i dziecka. Kiedy niemowlę staje się kapryśne, zmienia coś w schemacie karmienia, wpływa to na produkcję mleka. Kiedy organizm matki wyczuwa np. że dziecko zmaga się z infekcją, jej system odpornościowy wytwarza przeciwciała, które przenikają do mleka i pomagają dziecku zwalczyć wirusy i bakterie. Matka przekazuje dziecku w mleku także hormony, które najprawdopodobniej niosą informacje z ciała matki do ciała dziecka i wpływają na metabolizm, rozwój mózgu oraz zachowanie dziecka. Mleko jest odpowiedzią na zmieniające się w toku rozwoju potrzeby dziecka. To zaskakujące i niezwykle ciekawe dostrojenie na poziomie biologicznym matki i dziecka pokazuje zarówno inną odsłonę więzi – poprzez pokarm jak i znaczenie różnych, bieżących doświadczeń matki. Można zadać sobie pytanie jak w takim razie skład mleka matki zmienia się w zależności od jej dobrostanu, poziomu stresu, od tego jak przeżywa swoje macierzyństwo. Czy jest w kryzysie życiowym? Jak sama reguluje swoje emocje? Jakie ma kompetencje społeczne i jak radzi sobie z rozwiązywaniem bieżących problemów?

Chemia między nami

Stworzenie dobrej więzi z dzieckiem to bardzo ważne i odpowiedzialne zadanie. Na szczęście biologia pomaga nam w jego zrealizowaniu. W ciele zachodzi szereg procesów przygotowujących rodziców do nowej roli i dostrajających do dziecka.

Budowanie dobrej relacji to długotrwały proces. Pewne niepowodzenia i „zgrzyty” są w nim nieuniknione. Kluczowe jest to, by dobrych doświadczeń relacyjnych było więcej i by dziecko mogło nabrać przekonania, że można na drugiej osobie polegać, a nawet po nieporozumieniach i niedostrojeniach w kontakcie, relację można naprawić. Dziecko, które ma wcześniej szereg pozytywnych interakcji z rodzicem jest chronione przed nadmiernym, dezorganizującym stresem oraz traumą pojedynczego wydarzenia. Pomoc w zbudowaniu zaufania do ludzi i do samego siebie to najważniejsze i najcenniejsze co możemy dać dzieciom.

Stawanie się rodzicem, miłość matki i ojca do dziecka oraz dziecka do rodziców są procesami które płyną swoim rytmem na kilku płaszczyznach jednocześnie. Ważna jest biologia, psychologia oraz rzeczywistość w jakiej funkcjonuje rodzina. Co ciekawe i podnoszące na duchu, możemy świadomie, poprzez zwiększanie wiedzy o sobie, zaangażowanie i konkretne decyzje życiowe wpływać na biochemię leżącą u podstaw tworzącej się rodziny.

Autorzy:

Katarzyna Głuszek- Psycholog, psychoterapeutka, certyfikowany specjalista psychoterapii uzależnień (w procesie certyfikacji).
Magister psychologii o specjalności klinicznej: psychoterapia oraz psychologia pracy: doradztwo personalne, w Instytucie Psychologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Michał Głuszek- Absolwent psychologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, studiów trenerskich na Wyższej Szkole Bankowej w Poznaniu i Studium Psychoterapii oraz Szkoły Psychoterapii Grupowej w Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie.

źródła:
Oksytocyna:
Feldman, R,.Oxytocin and social affiliation in humans., Horm Behav 2012,

Feldman, R.,The neurobiology of mammalian parenting and the biosocial context of human caregiving, Horm Behav 2016,

Nieodczytana Wiadomość

Uzależnienie niesie ze sobą ważną informację. Może być sposobem na wyrażanie czegoś trudnego, co w inny sposób było nie do wypowiedzenia, a czym trzeba się zaopiekować. 
 
Katarzyna Głuszek: Przez lata w terapii uzależnień dominowało podejście objawowe. Uwaga
terapeutów i osób będących w procesie terapii kierowana była głównie na objawy uzależnienia,
ich rozpoznanie i zaakceptowanie. Dużą wagę przykładano do uznania swojej bezsilności
wobec substancji oraz budowanie tożsamości osoby uzależnionej. Skupiano się również na
umiejętnościach potrzebnych do utrzymywania abstynencji od substancji. To właśnie całkowitą
abstynencję uznawano za najwłaściwszy cel terapii.
Julia Michalak – Guzik: To może wydawać się logiczne: skoro nadużywanie substancji generuje
problemy w życiu osoby i bardzo często też w jej otoczeniu, to uznać można, że zatrzymując
używanie zatrzyma się też te problemy i … po kłopocie. Wiemy jednak z badań i potwierdzają to
nasze doświadczenia z pracy z uzależnionymi, że osoby te mają w swojej historii życia bardzo
trudne doświadczenia o charakterze traum. Używanie substancji jest często nieświadomą próbą
samoleczenia i radzenia sobie ze skutkami bolesnych doświadczeń. Tymi następstwami mogą
być: trudności z emocjami, ich regulacją, umiejętnością kojenia się, z byciem naprawdę blisko i
autentycznie z innymi ludźmi, z miłością do siebie. Zatrzymanie używania substancji może być z
tego powodu bardzo trudne i niewystarczające, choć bywa też często konieczne i ratujące
człowieka przed poważnym zagrożeniem życia i zdrowia.
K. G. : Takie spojrzenie na uzależnienie przesuwa naszą uwagę z samego objawu na procesy
leżące u jego podłoża. Znany i ceniony kanadyjski lekarz, specjalizujący się w uzależnieniach –
Gabor Mate powiedział, że starając się zrozumieć osobę uzależnioną i jej pomóc, ważniejsze
niż zastanawianie się dlaczego jest uzależniona, jest zrozumienie cierpienia, które do
uzależnienia doprowadza. Nie sama abstynencja od substancji psychoaktywnej, ale to
cierpienie i jego lepsze rozumienie wydaje się kluczową sprawą w terapii. Wynika ono
najczęściej z trudnych doświadczeń, traum relacyjnych i deficytów z nimi powiązanych.
Przybiera formę trudnych do zniesienia stanów emocjonalnych, z którymi osoba nie potrafi
poradzić sobie w inny sposób niż poprzez wypicie alkoholu czy zażycie innej substancji.
J. M.-G.: Myśląc o traumach możemy mieć skojarzenie z czymś tak trudnym jak doświadczenie
przemocy, ciężki rozwód rodziców czy śmierć w rodzinie. Ale doświadczeniem o charakterze
traumy, bardzo mocno kształtującym, może być też niedostatek w obszarze więzi z rodzicem
czy głównym opiekunem dziecka, na skutek braku stałej, stabilnej, wystarczająco dobrej opieki
z jego strony. Jeśli dziecko nie mogło doświadczyć kojenia w swoich przykrych odczuciach,
bycia widzianym ze swoimi potrzebami, nie mogło czuć się bezpieczne i dowartościowane,
może szukać potem substytutu tych doświadczeń w czymś na zewnątrz, poza relacjami, nie
będąc w stanie samo sobie tego dać. Z tej perspektywy patrząc, to nie sama substancja
uzależnia ale nasze wczesne doświadczenia rozwojowe czynią nas podatnymi lub nie, na
uzależnienie. Potrzeba więzi nie dotyczy tylko dzieci, zostaje z nami na całe życie. Badania nad
przywiązaniem pokazały, że gdy pokazać pagórek osobie, która jest w obecności kogoś
bliskiego to będzie wydawał się jej niższy, a więc łatwiejszy do pokonania, niż wtedy gdy jest
sama. Tak jesteśmy stworzeni i regulujemy się emocjonalnie we wzajemnej obecności. Bliskość
innych lub jej brak wpływa na nas. Uzależnienie jest odpowiedzią na doświadczony deficyt więzi
poprzez związanie się z jej substytutem – przedmiotem uzależnienia. Terapia w tym podejściu
jest z kolei leczeniem poprzez relację z drugim człowiekiem, w której w bezpiecznych
warunkach można zająć się własnym cierpieniem.
K. G: Taka pogłębiona i poszerzona terapia uzależnienia dopuszcza różne cele dotyczące
kontaktu z substancją np. stopniowe ograniczanie jej zażywania. Pamiętajmy, że uzależniony
nauczył się polegać na substancji jako na najpewniejszym sposobie uśmierzania swojego
cierpienia. W tym temacie najczęściej zawiódł się już na ludziach, począwszy od wczesnych
opiekunów. Trudno będzie takie zaufanie do relacji z drugim człowiekiem odtworzyć. Trudno będzie też o zaufanie do terapeuty, tak potrzebne jeśli terapia ma pomóc.
J. M-G.: Myślę o tym co mówisz w kontekście choćby tego, tak pełnego niepewności, czasu
pandemii, kiedy nie wiadomo na czym się oprzeć, jak zaplanować nawet najbliższą przyszłość.
W tym właśnie czasie substancja może być dla kogoś, na kogo działa kojąco, czymś pewnym,
co zwykle, choć na krótko, ale zadziała w przewidywalny sposób. Kontakt z drugim człowiekiem,
choć tak potrzebny, nie da się poddać kontroli. Osoby przeczuwające, że na przykład ich
używanie alkoholu to już problem mogą też obawiać się, że kiedy zgłoszą się po pomoc
usłyszą, że będą musiały porzucić to co ich dotychczas ratowało, stabilizowało. Dodatkowo
hamująco może działać lęk przed oceną zarówno diagnostyczną jak i moralną ze strony innych.
W naszej kulturze uzależnienie kojarzone jest z brakiem silnej woli i niezrozumiałą destrukcją.
Dlatego między innymi tak ważne jest, by pogłębić sposób rozumienia uzależnienia i osób
doświadczających trudności w tym obszarze. Przekonania osób otaczających uzależnionego,
również terapeutów, mogą utrudniać lub torować drogę do sięgnięcia po pomoc.
K. G. : W ostatnim czasie pandemia koronawirusa poskutkowała tym, że dostęp do terapii
uzależnień stał się trudniejszy. Okresowo zawieszane były grupy terapeutyczne, przestawały
pracować poradnie, oddziały dzienne. Przez kilka miesięcy osoby uzależnione miały możliwość
leczenia tylko zdalnego, na które część osób się decydowało, ale dla innych było ono z różnych
powodów niemożliwe, niedostępne. Rozpoczęte terapie bywały nagle zawieszane lub
przerywane. To na pewnym poziomie stanowić mogło niestety potwierdzenie tego, że na kojącą
funkcję substancji można liczyć bardziej niż na relacje. Dodatkowo wielu osobom doskwierał lęk
o zdrowie własne lub bliskich, niepewność co do zatrudnienia, problemy rodzinne, było też
więcej obciążeń gdy np. zamknięto szkoły. Wszyscy tego doświadczyliśmy. A osoby
uzależnione mogły mieć sporo powodów do nawrotów używania substancji psychoaktywnych
na przestrzeni ostatnich miesięcy.
J. M.-G.: Tak, to jest współczesna realność: szereg powodów do bycia w napięciu i
jednocześnie ograniczenia w kontakcie z innymi, w tym w uzyskaniu pomocy w obszarze
zdrowia. Co więcej, myślę, że to jest też czas, w którym sporo z nas mogło odkryć, że w tym
całym zmęczeniu i napięciu pomaga wieczorny drink lub dwa. Dla części osób to będzie
przejściowy i jeden z wielu sposobów radzenia sobie, a z niektórymi może zostać na dłużej,
rozwijać się w uzależnieniową stronę. Warto być na to uważnym, by pandemia nie pozostawiła
po sobie też takich skutków.
K. G. : Na pewno. Myślę, że niestety z tego typu społecznymi i psychologicznymi skutkami
pandemii będziemy mierzyć się jeszcze przez lata. Ale mówimy tu od początku o substancjach
psychoaktywnych, a oczywiście podobne mechanizmy dotyczą też uzależnień behawioralnych.
Wiele zachowań o uzależniającym potencjale można realizować w internecie. Daje on łatwy
dostęp do zakupów, gier, hazardu, pornografii. Wszystkie te sposoby rozładowywania napięcia
mogą prowadzić do uzyskiwania szybkiego i silnego emocjonalnie rezultatu – doświadczania
ulgi, ekscytacji, euforii i redukcji lęku.
J.M.-G.: A także dawać możliwość poczucia wpływu i sprawstwa (np. w rzeczywistości
komputerowych gier), ograniczoną w aktualnej realnej rzeczywistości, pandemii i izolacji, gdzie
częścią naszego bycia jest czekanie aż sytuacja się odmieni, ktoś coś otworzy, odwoła,
przywróci.
K.G.: Wiele obszarów naszego życia przeniosło się ostatnio online, myślę, że może to też
dotyczyć uzależnień. Przeprowadzono ciekawe badania dotyczące skutków pierwszej fali
pandemii. Realizowane były w maju tego roku przez grupę badawczą na Uniwersytecie
Warszawskim. Uwidoczniły one grupę młodych ludzi między 18 a 24 rokiem życia jako
doświadczającą w wyniku pandemii największego nasilenia objawów lęku i depresji na tle
wszystkich innych grup wiekowych. Trudno się temu dziwić biorąc pod uwagę ile zmian w
ważnych dla siebie obszarach funkcjonowania doświadczyła właśnie ta grupa – zamknięto
szkoły, uczelnie, miejsca ich pracy w branży usługowej, wielu musiało zrobić krok wstecz w
swoim usamodzielnianiu się i pozostawać w domu rodzinnym, gdzie doświadczały problemów
rodzinnych, braku prywatności. Przynależność do ważnych grup odniesienia została zachwiana,
grupy w pracy i na uczelniach przestały się spotykać. Pandemia spowodowała zamknięcie w domu. Jednocześnie dla osób w takim przedziale wiekowym Internet to środowisko bardzo dobrze znane i łatwo dostępne. Objawy uzależnienia, tak jak mówiłyśmy wcześniej, mają swoje
złożone, indywidualne dla każdego podłoże. Gdy ludzie realni stają się mniej dostępni bo np.
nie ma zajęć w szkole i na studiach, praca przenosi się do domu oraz chwieją się budowane
przez młodych ramy samodzielnego życia i pojawia się niepewność, wtedy mogą ze zdwojoną
siłą odzywać się problemy wewnętrzne. Poczucie samotności, odłączenia, pozostawanie sam
na sam ze swoim lękiem są bardzo dotkliwe. W takich warunkach sięganie po coś co pomoże i
przyniesie ulgę jest naturalną tendencją. Problem pojawia się wtedy, gdy substancja lub
zachowanie stają się bardzo ważne, zaczynają dominować nad innymi sposobami radzenia
sobie i nad relacjami z ludźmi. Jakie będą bardziej dalekosiężne skutki pandemii, czy nastąpi
np. wzrost liczby uzależnień wśród młodych ludzi, czy rozwiną się uzależnienia realizowane
online – na te pytania odpowiedzieć muszą kolejne badania.
J.M.-G: Rozważamy tu pokrótce bardzo współczesny kontekst dla rozwoju uzależnień czy
specyfiki trudności osób uzależnionych w tym właśnie czasie. Oprócz tego to jak objawi się
uzależnienie, u każdego będzie mieć swój indywidualny wzorzec. Współczesny amerykański
psychiatra zajmujący się uzależnieniami – Edward Khantzian jest przekonany, że osoby
nadużywające środków psychoaktywnych są predysponowane do pewnych substancji, które
pasują do specyfiki ich problemów w zakresie emocji. Osoba uzależniona w nieświadomy
sposób wybiera właśnie tę substancję, która odpowiada jej potrzebom. Ktoś będzie potrzebował
zaprzeczyć swojemu smutkowi, ktoś inny uciec przed doświadczaniem wewnętrznej pustki czy
stłumić trudną do wyrażenia złość. Ten nieświadomy wybór jest możliwy dzięki
zróżnicowanemu, np. pobudzającemu lub uspokajającemu działaniu środków psychoaktywnych.
K.G.: Na przykład uzależnienie od alkoholu związane jest często z uśmierzaniem lęku oraz
gniewu. Tutaj możemy odnaleźć ważne informacje o tym, z czego wynika uzależnienie i jakiego
rodzaju emocje i cierpienie osoba stara się od siebie odsunąć. Zapadanie się w świat pełen
szybkich skoków napięcia i jego rozładowywania, który wciąga bardziej niż realne życie jest już
poważnym krokiem w stronę uzależnienia i powinno niepokoić. Oprócz objawów uzależnienia
interesuje nas w terapii, co takiego charakterystycznego dla danej osoby wyłania się w jej
ścieżce do uzależniania się, z jakiego rodzaju cierpieniem się mierzy, sposobem na co ma być
zażywanie substancji lub nadmierne angażowanie się w konkretne zachowania.
J.M.-G: W tym sensie uzależnienie niesie ważną informację, może być sposobem na wyrażanie
się czegoś trudnego, co w inny sposób było nie do wypowiedzenia a czym trzeba się
zaopiekować. Możemy w tym miejscu zachęcić osoby zastanawiające się nad swoją
trudnościami w używaniu substancji lub z innymi zachowaniami, które przybrały kompulsywny,
nałogowy charakter do pochylenia się na sobą w ten sposób i do rozejrzenia się za pomocą
psychoterapeutyczną. Pamiętajmy, że ona zawsze zaczyna się od konsultacji, której celem jest
m.in ustalenie jaka pomoc jest potrzebna i możliwa. Są pewne ograniczenia obecnego czasu,
ale nadal są też możliwości. Mimo całego związanego z nią trudu, pandemia może być i bywa
twórczym czasem.
K.G.: Można by podsumowując powiedzieć, że jeśli za mocno wciągasz się w używanie
substancji lub jakieś zachowanie, to znaczy, że czegoś bardzo ważnego o sobie nie wiesz, nie
odczytujesz jakiegoś rodzaju swoich potrzeb, nie znajdujesz sposobu by odpowiedzieć na nie w
lepszy sposób. Terapia może być sposobem by poukładać te kwestie i znaleźć lepsze
rozwiązania.
 

Uzależnienie niesie ze sobą ważną informację. Może być sposobem na wyrażanie czegoś trudnego, co w inny sposób było nie do wypowiedzenia, a czym trzeba się zaopiekować. 
 
Katarzyna Głuszek: Przez lata w terapii uzależnień dominowało podejście objawowe. Uwaga
terapeutów i osób będących w procesie terapii kierowana była głównie na objawy uzależnienia,
ich rozpoznanie i zaakceptowanie. Dużą wagę przykładano do uznania swojej bezsilności
wobec substancji oraz budowanie tożsamości osoby uzależnionej. Skupiano się również na
umiejętnościach potrzebnych do utrzymywania abstynencji od substancji. To właśnie całkowitą
abstynencję uznawano za najwłaściwszy cel terapii.
Julia Michalak – Guzik: To może wydawać się logiczne: skoro nadużywanie substancji generuje
problemy w życiu osoby i bardzo często też w jej otoczeniu, to uznać można, że zatrzymując
używanie zatrzyma się też te problemy i … po kłopocie. Wiemy jednak z badań i potwierdzają to
nasze doświadczenia z pracy z uzależnionymi, że osoby te mają w swojej historii życia bardzo
trudne doświadczenia o charakterze traum. Używanie substancji jest często nieświadomą próbą
samoleczenia i radzenia sobie ze skutkami bolesnych doświadczeń. Tymi następstwami mogą
być: trudności z emocjami, ich regulacją, umiejętnością kojenia się, z byciem naprawdę blisko i
autentycznie z innymi ludźmi, z miłością do siebie. Zatrzymanie używania substancji może być z
tego powodu bardzo trudne i niewystarczające, choć bywa też często konieczne i ratujące
człowieka przed poważnym zagrożeniem życia i zdrowia.
K. G. : Takie spojrzenie na uzależnienie przesuwa naszą uwagę z samego objawu na procesy
leżące u jego podłoża. Znany i ceniony kanadyjski lekarz, specjalizujący się w uzależnieniach –
Gabor Mate powiedział, że starając się zrozumieć osobę uzależnioną i jej pomóc, ważniejsze
niż zastanawianie się dlaczego jest uzależniona, jest zrozumienie cierpienia, które do
uzależnienia doprowadza. Nie sama abstynencja od substancji psychoaktywnej, ale to
cierpienie i jego lepsze rozumienie wydaje się kluczową sprawą w terapii. Wynika ono
najczęściej z trudnych doświadczeń, traum relacyjnych i deficytów z nimi powiązanych.
Przybiera formę trudnych do zniesienia stanów emocjonalnych, z którymi osoba nie potrafi
poradzić sobie w inny sposób niż poprzez wypicie alkoholu czy zażycie innej substancji.
J. M.-G.: Myśląc o traumach możemy mieć skojarzenie z czymś tak trudnym jak doświadczenie
przemocy, ciężki rozwód rodziców czy śmierć w rodzinie. Ale doświadczeniem o charakterze
traumy, bardzo mocno kształtującym, może być też niedostatek w obszarze więzi z rodzicem
czy głównym opiekunem dziecka, na skutek braku stałej, stabilnej, wystarczająco dobrej opieki
z jego strony. Jeśli dziecko nie mogło doświadczyć kojenia w swoich przykrych odczuciach,
bycia widzianym ze swoimi potrzebami, nie mogło czuć się bezpieczne i dowartościowane,
może szukać potem substytutu tych doświadczeń w czymś na zewnątrz, poza relacjami, nie
będąc w stanie samo sobie tego dać. Z tej perspektywy patrząc, to nie sama substancja
uzależnia ale nasze wczesne doświadczenia rozwojowe czynią nas podatnymi lub nie, na
uzależnienie. Potrzeba więzi nie dotyczy tylko dzieci, zostaje z nami na całe życie. Badania nad
przywiązaniem pokazały, że gdy pokazać pagórek osobie, która jest w obecności kogoś
bliskiego to będzie wydawał się jej niższy, a więc łatwiejszy do pokonania, niż wtedy gdy jest
sama. Tak jesteśmy stworzeni i regulujemy się emocjonalnie we wzajemnej obecności. Bliskość
innych lub jej brak wpływa na nas. Uzależnienie jest odpowiedzią na doświadczony deficyt więzi
poprzez związanie się z jej substytutem – przedmiotem uzależnienia. Terapia w tym podejściu
jest z kolei leczeniem poprzez relację z drugim człowiekiem, w której w bezpiecznych
warunkach można zająć się własnym cierpieniem.
K. G: Taka pogłębiona i poszerzona terapia uzależnienia dopuszcza różne cele dotyczące
kontaktu z substancją np. stopniowe ograniczanie jej zażywania. Pamiętajmy, że uzależniony
nauczył się polegać na substancji jako na najpewniejszym sposobie uśmierzania swojego
cierpienia. W tym temacie najczęściej zawiódł się już na ludziach, począwszy od wczesnych
opiekunów. Trudno będzie takie zaufanie do relacji z drugim człowiekiem odtworzyć. Trudno będzie też o zaufanie do terapeuty, tak potrzebne jeśli terapia ma pomóc.
J. M-G.: Myślę o tym co mówisz w kontekście choćby tego, tak pełnego niepewności, czasu
pandemii, kiedy nie wiadomo na czym się oprzeć, jak zaplanować nawet najbliższą przyszłość.
W tym właśnie czasie substancja może być dla kogoś, na kogo działa kojąco, czymś pewnym,
co zwykle, choć na krótko, ale zadziała w przewidywalny sposób. Kontakt z drugim człowiekiem,
choć tak potrzebny, nie da się poddać kontroli. Osoby przeczuwające, że na przykład ich
używanie alkoholu to już problem mogą też obawiać się, że kiedy zgłoszą się po pomoc
usłyszą, że będą musiały porzucić to co ich dotychczas ratowało, stabilizowało. Dodatkowo
hamująco może działać lęk przed oceną zarówno diagnostyczną jak i moralną ze strony innych.
W naszej kulturze uzależnienie kojarzone jest z brakiem silnej woli i niezrozumiałą destrukcją.
Dlatego między innymi tak ważne jest, by pogłębić sposób rozumienia uzależnienia i osób
doświadczających trudności w tym obszarze. Przekonania osób otaczających uzależnionego,
również terapeutów, mogą utrudniać lub torować drogę do sięgnięcia po pomoc.
K. G. : W ostatnim czasie pandemia koronawirusa poskutkowała tym, że dostęp do terapii
uzależnień stał się trudniejszy. Okresowo zawieszane były grupy terapeutyczne, przestawały
pracować poradnie, oddziały dzienne. Przez kilka miesięcy osoby uzależnione miały możliwość
leczenia tylko zdalnego, na które część osób się decydowało, ale dla innych było ono z różnych
powodów niemożliwe, niedostępne. Rozpoczęte terapie bywały nagle zawieszane lub
przerywane. To na pewnym poziomie stanowić mogło niestety potwierdzenie tego, że na kojącą
funkcję substancji można liczyć bardziej niż na relacje. Dodatkowo wielu osobom doskwierał lęk
o zdrowie własne lub bliskich, niepewność co do zatrudnienia, problemy rodzinne, było też
więcej obciążeń gdy np. zamknięto szkoły. Wszyscy tego doświadczyliśmy. A osoby
uzależnione mogły mieć sporo powodów do nawrotów używania substancji psychoaktywnych
na przestrzeni ostatnich miesięcy.
J. M.-G.: Tak, to jest współczesna realność: szereg powodów do bycia w napięciu i
jednocześnie ograniczenia w kontakcie z innymi, w tym w uzyskaniu pomocy w obszarze
zdrowia. Co więcej, myślę, że to jest też czas, w którym sporo z nas mogło odkryć, że w tym
całym zmęczeniu i napięciu pomaga wieczorny drink lub dwa. Dla części osób to będzie
przejściowy i jeden z wielu sposobów radzenia sobie, a z niektórymi może zostać na dłużej,
rozwijać się w uzależnieniową stronę. Warto być na to uważnym, by pandemia nie pozostawiła
po sobie też takich skutków.
K. G. : Na pewno. Myślę, że niestety z tego typu społecznymi i psychologicznymi skutkami
pandemii będziemy mierzyć się jeszcze przez lata. Ale mówimy tu od początku o substancjach
psychoaktywnych, a oczywiście podobne mechanizmy dotyczą też uzależnień behawioralnych.
Wiele zachowań o uzależniającym potencjale można realizować w internecie. Daje on łatwy
dostęp do zakupów, gier, hazardu, pornografii. Wszystkie te sposoby rozładowywania napięcia
mogą prowadzić do uzyskiwania szybkiego i silnego emocjonalnie rezultatu – doświadczania
ulgi, ekscytacji, euforii i redukcji lęku.
J.M.-G.: A także dawać możliwość poczucia wpływu i sprawstwa (np. w rzeczywistości
komputerowych gier), ograniczoną w aktualnej realnej rzeczywistości, pandemii i izolacji, gdzie
częścią naszego bycia jest czekanie aż sytuacja się odmieni, ktoś coś otworzy, odwoła,
przywróci.
K.G.: Wiele obszarów naszego życia przeniosło się ostatnio online, myślę, że może to też
dotyczyć uzależnień. Przeprowadzono ciekawe badania dotyczące skutków pierwszej fali
pandemii. Realizowane były w maju tego roku przez grupę badawczą na Uniwersytecie
Warszawskim. Uwidoczniły one grupę młodych ludzi między 18 a 24 rokiem życia jako
doświadczającą w wyniku pandemii największego nasilenia objawów lęku i depresji na tle
wszystkich innych grup wiekowych. Trudno się temu dziwić biorąc pod uwagę ile zmian w
ważnych dla siebie obszarach funkcjonowania doświadczyła właśnie ta grupa – zamknięto
szkoły, uczelnie, miejsca ich pracy w branży usługowej, wielu musiało zrobić krok wstecz w
swoim usamodzielnianiu się i pozostawać w domu rodzinnym, gdzie doświadczały problemów
rodzinnych, braku prywatności. Przynależność do ważnych grup odniesienia została zachwiana,
grupy w pracy i na uczelniach przestały się spotykać. Pandemia spowodowała zamknięcie w domu. Jednocześnie dla osób w takim przedziale wiekowym Internet to środowisko bardzo dobrze znane i łatwo dostępne. Objawy uzależnienia, tak jak mówiłyśmy wcześniej, mają swoje
złożone, indywidualne dla każdego podłoże. Gdy ludzie realni stają się mniej dostępni bo np.
nie ma zajęć w szkole i na studiach, praca przenosi się do domu oraz chwieją się budowane
przez młodych ramy samodzielnego życia i pojawia się niepewność, wtedy mogą ze zdwojoną
siłą odzywać się problemy wewnętrzne. Poczucie samotności, odłączenia, pozostawanie sam
na sam ze swoim lękiem są bardzo dotkliwe. W takich warunkach sięganie po coś co pomoże i
przyniesie ulgę jest naturalną tendencją. Problem pojawia się wtedy, gdy substancja lub
zachowanie stają się bardzo ważne, zaczynają dominować nad innymi sposobami radzenia
sobie i nad relacjami z ludźmi. Jakie będą bardziej dalekosiężne skutki pandemii, czy nastąpi
np. wzrost liczby uzależnień wśród młodych ludzi, czy rozwiną się uzależnienia realizowane
online – na te pytania odpowiedzieć muszą kolejne badania.
J.M.-G: Rozważamy tu pokrótce bardzo współczesny kontekst dla rozwoju uzależnień czy
specyfiki trudności osób uzależnionych w tym właśnie czasie. Oprócz tego to jak objawi się
uzależnienie, u każdego będzie mieć swój indywidualny wzorzec. Współczesny amerykański
psychiatra zajmujący się uzależnieniami – Edward Khantzian jest przekonany, że osoby
nadużywające środków psychoaktywnych są predysponowane do pewnych substancji, które
pasują do specyfiki ich problemów w zakresie emocji. Osoba uzależniona w nieświadomy
sposób wybiera właśnie tę substancję, która odpowiada jej potrzebom. Ktoś będzie potrzebował
zaprzeczyć swojemu smutkowi, ktoś inny uciec przed doświadczaniem wewnętrznej pustki czy
stłumić trudną do wyrażenia złość. Ten nieświadomy wybór jest możliwy dzięki
zróżnicowanemu, np. pobudzającemu lub uspokajającemu działaniu środków psychoaktywnych.
K.G.: Na przykład uzależnienie od alkoholu związane jest często z uśmierzaniem lęku oraz
gniewu. Tutaj możemy odnaleźć ważne informacje o tym, z czego wynika uzależnienie i jakiego
rodzaju emocje i cierpienie osoba stara się od siebie odsunąć. Zapadanie się w świat pełen
szybkich skoków napięcia i jego rozładowywania, który wciąga bardziej niż realne życie jest już
poważnym krokiem w stronę uzależnienia i powinno niepokoić. Oprócz objawów uzależnienia
interesuje nas w terapii, co takiego charakterystycznego dla danej osoby wyłania się w jej
ścieżce do uzależniania się, z jakiego rodzaju cierpieniem się mierzy, sposobem na co ma być
zażywanie substancji lub nadmierne angażowanie się w konkretne zachowania.
J.M.-G: W tym sensie uzależnienie niesie ważną informację, może być sposobem na wyrażanie
się czegoś trudnego, co w inny sposób było nie do wypowiedzenia a czym trzeba się
zaopiekować. Możemy w tym miejscu zachęcić osoby zastanawiające się nad swoją
trudnościami w używaniu substancji lub z innymi zachowaniami, które przybrały kompulsywny,
nałogowy charakter do pochylenia się na sobą w ten sposób i do rozejrzenia się za pomocą
psychoterapeutyczną. Pamiętajmy, że ona zawsze zaczyna się od konsultacji, której celem jest
m.in ustalenie jaka pomoc jest potrzebna i możliwa. Są pewne ograniczenia obecnego czasu,
ale nadal są też możliwości. Mimo całego związanego z nią trudu, pandemia może być i bywa
twórczym czasem.
K.G.: Można by podsumowując powiedzieć, że jeśli za mocno wciągasz się w używanie
substancji lub jakieś zachowanie, to znaczy, że czegoś bardzo ważnego o sobie nie wiesz, nie
odczytujesz jakiegoś rodzaju swoich potrzeb, nie znajdujesz sposobu by odpowiedzieć na nie w
lepszy sposób. Terapia może być sposobem by poukładać te kwestie i znaleźć lepsze
rozwiązania.
 

Uzależnienie niesie ze sobą ważną informację. Może być sposobem na wyrażanie czegoś trudnego, co w inny sposób było nie do wypowiedzenia, a czym trzeba się zaopiekować. 
 
Katarzyna Głuszek: Przez lata w terapii uzależnień dominowało podejście objawowe. Uwaga
terapeutów i osób będących w procesie terapii kierowana była głównie na objawy uzależnienia,
ich rozpoznanie i zaakceptowanie. Dużą wagę przykładano do uznania swojej bezsilności
wobec substancji oraz budowanie tożsamości osoby uzależnionej. Skupiano się również na
umiejętnościach potrzebnych do utrzymywania abstynencji od substancji. To właśnie całkowitą
abstynencję uznawano za najwłaściwszy cel terapii.
Julia Michalak – Guzik: To może wydawać się logiczne: skoro nadużywanie substancji generuje
problemy w życiu osoby i bardzo często też w jej otoczeniu, to uznać można, że zatrzymując
używanie zatrzyma się też te problemy i … po kłopocie. Wiemy jednak z badań i potwierdzają to
nasze doświadczenia z pracy z uzależnionymi, że osoby te mają w swojej historii życia bardzo
trudne doświadczenia o charakterze traum. Używanie substancji jest często nieświadomą próbą
samoleczenia i radzenia sobie ze skutkami bolesnych doświadczeń. Tymi następstwami mogą
być: trudności z emocjami, ich regulacją, umiejętnością kojenia się, z byciem naprawdę blisko i
autentycznie z innymi ludźmi, z miłością do siebie. Zatrzymanie używania substancji może być z
tego powodu bardzo trudne i niewystarczające, choć bywa też często konieczne i ratujące
człowieka przed poważnym zagrożeniem życia i zdrowia.
K. G. : Takie spojrzenie na uzależnienie przesuwa naszą uwagę z samego objawu na procesy
leżące u jego podłoża. Znany i ceniony kanadyjski lekarz, specjalizujący się w uzależnieniach –
Gabor Mate powiedział, że starając się zrozumieć osobę uzależnioną i jej pomóc, ważniejsze
niż zastanawianie się dlaczego jest uzależniona, jest zrozumienie cierpienia, które do
uzależnienia doprowadza. Nie sama abstynencja od substancji psychoaktywnej, ale to
cierpienie i jego lepsze rozumienie wydaje się kluczową sprawą w terapii. Wynika ono
najczęściej z trudnych doświadczeń, traum relacyjnych i deficytów z nimi powiązanych.
Przybiera formę trudnych do zniesienia stanów emocjonalnych, z którymi osoba nie potrafi
poradzić sobie w inny sposób niż poprzez wypicie alkoholu czy zażycie innej substancji.
J. M.-G.: Myśląc o traumach możemy mieć skojarzenie z czymś tak trudnym jak doświadczenie
przemocy, ciężki rozwód rodziców czy śmierć w rodzinie. Ale doświadczeniem o charakterze
traumy, bardzo mocno kształtującym, może być też niedostatek w obszarze więzi z rodzicem
czy głównym opiekunem dziecka, na skutek braku stałej, stabilnej, wystarczająco dobrej opieki
z jego strony. Jeśli dziecko nie mogło doświadczyć kojenia w swoich przykrych odczuciach,
bycia widzianym ze swoimi potrzebami, nie mogło czuć się bezpieczne i dowartościowane,
może szukać potem substytutu tych doświadczeń w czymś na zewnątrz, poza relacjami, nie
będąc w stanie samo sobie tego dać. Z tej perspektywy patrząc, to nie sama substancja
uzależnia ale nasze wczesne doświadczenia rozwojowe czynią nas podatnymi lub nie, na
uzależnienie. Potrzeba więzi nie dotyczy tylko dzieci, zostaje z nami na całe życie. Badania nad
przywiązaniem pokazały, że gdy pokazać pagórek osobie, która jest w obecności kogoś
bliskiego to będzie wydawał się jej niższy, a więc łatwiejszy do pokonania, niż wtedy gdy jest
sama. Tak jesteśmy stworzeni i regulujemy się emocjonalnie we wzajemnej obecności. Bliskość
innych lub jej brak wpływa na nas. Uzależnienie jest odpowiedzią na doświadczony deficyt więzi
poprzez związanie się z jej substytutem – przedmiotem uzależnienia. Terapia w tym podejściu
jest z kolei leczeniem poprzez relację z drugim człowiekiem, w której w bezpiecznych
warunkach można zająć się własnym cierpieniem.
K. G: Taka pogłębiona i poszerzona terapia uzależnienia dopuszcza różne cele dotyczące
kontaktu z substancją np. stopniowe ograniczanie jej zażywania. Pamiętajmy, że uzależniony
nauczył się polegać na substancji jako na najpewniejszym sposobie uśmierzania swojego
cierpienia. W tym temacie najczęściej zawiódł się już na ludziach, począwszy od wczesnych
opiekunów. Trudno będzie takie zaufanie do relacji z drugim człowiekiem odtworzyć. Trudno będzie też o zaufanie do terapeuty, tak potrzebne jeśli terapia ma pomóc.
J. M-G.: Myślę o tym co mówisz w kontekście choćby tego, tak pełnego niepewności, czasu
pandemii, kiedy nie wiadomo na czym się oprzeć, jak zaplanować nawet najbliższą przyszłość.
W tym właśnie czasie substancja może być dla kogoś, na kogo działa kojąco, czymś pewnym,
co zwykle, choć na krótko, ale zadziała w przewidywalny sposób. Kontakt z drugim człowiekiem,
choć tak potrzebny, nie da się poddać kontroli. Osoby przeczuwające, że na przykład ich
używanie alkoholu to już problem mogą też obawiać się, że kiedy zgłoszą się po pomoc
usłyszą, że będą musiały porzucić to co ich dotychczas ratowało, stabilizowało. Dodatkowo
hamująco może działać lęk przed oceną zarówno diagnostyczną jak i moralną ze strony innych.
W naszej kulturze uzależnienie kojarzone jest z brakiem silnej woli i niezrozumiałą destrukcją.
Dlatego między innymi tak ważne jest, by pogłębić sposób rozumienia uzależnienia i osób
doświadczających trudności w tym obszarze. Przekonania osób otaczających uzależnionego,
również terapeutów, mogą utrudniać lub torować drogę do sięgnięcia po pomoc.
K. G. : W ostatnim czasie pandemia koronawirusa poskutkowała tym, że dostęp do terapii
uzależnień stał się trudniejszy. Okresowo zawieszane były grupy terapeutyczne, przestawały
pracować poradnie, oddziały dzienne. Przez kilka miesięcy osoby uzależnione miały możliwość
leczenia tylko zdalnego, na które część osób się decydowało, ale dla innych było ono z różnych
powodów niemożliwe, niedostępne. Rozpoczęte terapie bywały nagle zawieszane lub
przerywane. To na pewnym poziomie stanowić mogło niestety potwierdzenie tego, że na kojącą
funkcję substancji można liczyć bardziej niż na relacje. Dodatkowo wielu osobom doskwierał lęk
o zdrowie własne lub bliskich, niepewność co do zatrudnienia, problemy rodzinne, było też
więcej obciążeń gdy np. zamknięto szkoły. Wszyscy tego doświadczyliśmy. A osoby
uzależnione mogły mieć sporo powodów do nawrotów używania substancji psychoaktywnych
na przestrzeni ostatnich miesięcy.
J. M.-G.: Tak, to jest współczesna realność: szereg powodów do bycia w napięciu i
jednocześnie ograniczenia w kontakcie z innymi, w tym w uzyskaniu pomocy w obszarze
zdrowia. Co więcej, myślę, że to jest też czas, w którym sporo z nas mogło odkryć, że w tym
całym zmęczeniu i napięciu pomaga wieczorny drink lub dwa. Dla części osób to będzie
przejściowy i jeden z wielu sposobów radzenia sobie, a z niektórymi może zostać na dłużej,
rozwijać się w uzależnieniową stronę. Warto być na to uważnym, by pandemia nie pozostawiła
po sobie też takich skutków.
K. G. : Na pewno. Myślę, że niestety z tego typu społecznymi i psychologicznymi skutkami
pandemii będziemy mierzyć się jeszcze przez lata. Ale mówimy tu od początku o substancjach
psychoaktywnych, a oczywiście podobne mechanizmy dotyczą też uzależnień behawioralnych.
Wiele zachowań o uzależniającym potencjale można realizować w internecie. Daje on łatwy
dostęp do zakupów, gier, hazardu, pornografii. Wszystkie te sposoby rozładowywania napięcia
mogą prowadzić do uzyskiwania szybkiego i silnego emocjonalnie rezultatu – doświadczania
ulgi, ekscytacji, euforii i redukcji lęku.
J.M.-G.: A także dawać możliwość poczucia wpływu i sprawstwa (np. w rzeczywistości
komputerowych gier), ograniczoną w aktualnej realnej rzeczywistości, pandemii i izolacji, gdzie
częścią naszego bycia jest czekanie aż sytuacja się odmieni, ktoś coś otworzy, odwoła,
przywróci.
K.G.: Wiele obszarów naszego życia przeniosło się ostatnio online, myślę, że może to też
dotyczyć uzależnień. Przeprowadzono ciekawe badania dotyczące skutków pierwszej fali
pandemii. Realizowane były w maju tego roku przez grupę badawczą na Uniwersytecie
Warszawskim. Uwidoczniły one grupę młodych ludzi między 18 a 24 rokiem życia jako
doświadczającą w wyniku pandemii największego nasilenia objawów lęku i depresji na tle
wszystkich innych grup wiekowych. Trudno się temu dziwić biorąc pod uwagę ile zmian w
ważnych dla siebie obszarach funkcjonowania doświadczyła właśnie ta grupa – zamknięto
szkoły, uczelnie, miejsca ich pracy w branży usługowej, wielu musiało zrobić krok wstecz w
swoim usamodzielnianiu się i pozostawać w domu rodzinnym, gdzie doświadczały problemów
rodzinnych, braku prywatności. Przynależność do ważnych grup odniesienia została zachwiana,
grupy w pracy i na uczelniach przestały się spotykać. Pandemia spowodowała zamknięcie w domu. Jednocześnie dla osób w takim przedziale wiekowym Internet to środowisko bardzo dobrze znane i łatwo dostępne. Objawy uzależnienia, tak jak mówiłyśmy wcześniej, mają swoje
złożone, indywidualne dla każdego podłoże. Gdy ludzie realni stają się mniej dostępni bo np.
nie ma zajęć w szkole i na studiach, praca przenosi się do domu oraz chwieją się budowane
przez młodych ramy samodzielnego życia i pojawia się niepewność, wtedy mogą ze zdwojoną
siłą odzywać się problemy wewnętrzne. Poczucie samotności, odłączenia, pozostawanie sam
na sam ze swoim lękiem są bardzo dotkliwe. W takich warunkach sięganie po coś co pomoże i
przyniesie ulgę jest naturalną tendencją. Problem pojawia się wtedy, gdy substancja lub
zachowanie stają się bardzo ważne, zaczynają dominować nad innymi sposobami radzenia
sobie i nad relacjami z ludźmi. Jakie będą bardziej dalekosiężne skutki pandemii, czy nastąpi
np. wzrost liczby uzależnień wśród młodych ludzi, czy rozwiną się uzależnienia realizowane
online – na te pytania odpowiedzieć muszą kolejne badania.
J.M.-G: Rozważamy tu pokrótce bardzo współczesny kontekst dla rozwoju uzależnień czy
specyfiki trudności osób uzależnionych w tym właśnie czasie. Oprócz tego to jak objawi się
uzależnienie, u każdego będzie mieć swój indywidualny wzorzec. Współczesny amerykański
psychiatra zajmujący się uzależnieniami – Edward Khantzian jest przekonany, że osoby
nadużywające środków psychoaktywnych są predysponowane do pewnych substancji, które
pasują do specyfiki ich problemów w zakresie emocji. Osoba uzależniona w nieświadomy
sposób wybiera właśnie tę substancję, która odpowiada jej potrzebom. Ktoś będzie potrzebował
zaprzeczyć swojemu smutkowi, ktoś inny uciec przed doświadczaniem wewnętrznej pustki czy
stłumić trudną do wyrażenia złość. Ten nieświadomy wybór jest możliwy dzięki
zróżnicowanemu, np. pobudzającemu lub uspokajającemu działaniu środków psychoaktywnych.
K.G.: Na przykład uzależnienie od alkoholu związane jest często z uśmierzaniem lęku oraz
gniewu. Tutaj możemy odnaleźć ważne informacje o tym, z czego wynika uzależnienie i jakiego
rodzaju emocje i cierpienie osoba stara się od siebie odsunąć. Zapadanie się w świat pełen
szybkich skoków napięcia i jego rozładowywania, który wciąga bardziej niż realne życie jest już
poważnym krokiem w stronę uzależnienia i powinno niepokoić. Oprócz objawów uzależnienia
interesuje nas w terapii, co takiego charakterystycznego dla danej osoby wyłania się w jej
ścieżce do uzależniania się, z jakiego rodzaju cierpieniem się mierzy, sposobem na co ma być
zażywanie substancji lub nadmierne angażowanie się w konkretne zachowania.
J.M.-G: W tym sensie uzależnienie niesie ważną informację, może być sposobem na wyrażanie
się czegoś trudnego, co w inny sposób było nie do wypowiedzenia a czym trzeba się
zaopiekować. Możemy w tym miejscu zachęcić osoby zastanawiające się nad swoją
trudnościami w używaniu substancji lub z innymi zachowaniami, które przybrały kompulsywny,
nałogowy charakter do pochylenia się na sobą w ten sposób i do rozejrzenia się za pomocą
psychoterapeutyczną. Pamiętajmy, że ona zawsze zaczyna się od konsultacji, której celem jest
m.in ustalenie jaka pomoc jest potrzebna i możliwa. Są pewne ograniczenia obecnego czasu,
ale nadal są też możliwości. Mimo całego związanego z nią trudu, pandemia może być i bywa
twórczym czasem.
K.G.: Można by podsumowując powiedzieć, że jeśli za mocno wciągasz się w używanie
substancji lub jakieś zachowanie, to znaczy, że czegoś bardzo ważnego o sobie nie wiesz, nie
odczytujesz jakiegoś rodzaju swoich potrzeb, nie znajdujesz sposobu by odpowiedzieć na nie w
lepszy sposób. Terapia może być sposobem by poukładać te kwestie i znaleźć lepsze
rozwiązania.
 

Uzależnienie niesie ze sobą ważną informację. Może być sposobem na wyrażanie czegoś trudnego, co w inny sposób było nie do wypowiedzenia, a czym trzeba się zaopiekować. 
 
Katarzyna Głuszek: Przez lata w terapii uzależnień dominowało podejście objawowe. Uwaga
terapeutów i osób będących w procesie terapii kierowana była głównie na objawy uzależnienia,
ich rozpoznanie i zaakceptowanie. Dużą wagę przykładano do uznania swojej bezsilności
wobec substancji oraz budowanie tożsamości osoby uzależnionej. Skupiano się również na
umiejętnościach potrzebnych do utrzymywania abstynencji od substancji. To właśnie całkowitą
abstynencję uznawano za najwłaściwszy cel terapii.
Julia Michalak – Guzik: To może wydawać się logiczne: skoro nadużywanie substancji generuje
problemy w życiu osoby i bardzo często też w jej otoczeniu, to uznać można, że zatrzymując
używanie zatrzyma się też te problemy i … po kłopocie. Wiemy jednak z badań i potwierdzają to
nasze doświadczenia z pracy z uzależnionymi, że osoby te mają w swojej historii życia bardzo
trudne doświadczenia o charakterze traum. Używanie substancji jest często nieświadomą próbą
samoleczenia i radzenia sobie ze skutkami bolesnych doświadczeń. Tymi następstwami mogą
być: trudności z emocjami, ich regulacją, umiejętnością kojenia się, z byciem naprawdę blisko i
autentycznie z innymi ludźmi, z miłością do siebie. Zatrzymanie używania substancji może być z
tego powodu bardzo trudne i niewystarczające, choć bywa też często konieczne i ratujące
człowieka przed poważnym zagrożeniem życia i zdrowia.
K. G. : Takie spojrzenie na uzależnienie przesuwa naszą uwagę z samego objawu na procesy
leżące u jego podłoża. Znany i ceniony kanadyjski lekarz, specjalizujący się w uzależnieniach –
Gabor Mate powiedział, że starając się zrozumieć osobę uzależnioną i jej pomóc, ważniejsze
niż zastanawianie się dlaczego jest uzależniona, jest zrozumienie cierpienia, które do
uzależnienia doprowadza. Nie sama abstynencja od substancji psychoaktywnej, ale to
cierpienie i jego lepsze rozumienie wydaje się kluczową sprawą w terapii. Wynika ono
najczęściej z trudnych doświadczeń, traum relacyjnych i deficytów z nimi powiązanych.
Przybiera formę trudnych do zniesienia stanów emocjonalnych, z którymi osoba nie potrafi
poradzić sobie w inny sposób niż poprzez wypicie alkoholu czy zażycie innej substancji.
J. M.-G.: Myśląc o traumach możemy mieć skojarzenie z czymś tak trudnym jak doświadczenie
przemocy, ciężki rozwód rodziców czy śmierć w rodzinie. Ale doświadczeniem o charakterze
traumy, bardzo mocno kształtującym, może być też niedostatek w obszarze więzi z rodzicem
czy głównym opiekunem dziecka, na skutek braku stałej, stabilnej, wystarczająco dobrej opieki
z jego strony. Jeśli dziecko nie mogło doświadczyć kojenia w swoich przykrych odczuciach,
bycia widzianym ze swoimi potrzebami, nie mogło czuć się bezpieczne i dowartościowane,
może szukać potem substytutu tych doświadczeń w czymś na zewnątrz, poza relacjami, nie
będąc w stanie samo sobie tego dać. Z tej perspektywy patrząc, to nie sama substancja
uzależnia ale nasze wczesne doświadczenia rozwojowe czynią nas podatnymi lub nie, na
uzależnienie. Potrzeba więzi nie dotyczy tylko dzieci, zostaje z nami na całe życie. Badania nad
przywiązaniem pokazały, że gdy pokazać pagórek osobie, która jest w obecności kogoś
bliskiego to będzie wydawał się jej niższy, a więc łatwiejszy do pokonania, niż wtedy gdy jest
sama. Tak jesteśmy stworzeni i regulujemy się emocjonalnie we wzajemnej obecności. Bliskość
innych lub jej brak wpływa na nas. Uzależnienie jest odpowiedzią na doświadczony deficyt więzi
poprzez związanie się z jej substytutem – przedmiotem uzależnienia. Terapia w tym podejściu
jest z kolei leczeniem poprzez relację z drugim człowiekiem, w której w bezpiecznych
warunkach można zająć się własnym cierpieniem.
K. G: Taka pogłębiona i poszerzona terapia uzależnienia dopuszcza różne cele dotyczące
kontaktu z substancją np. stopniowe ograniczanie jej zażywania. Pamiętajmy, że uzależniony
nauczył się polegać na substancji jako na najpewniejszym sposobie uśmierzania swojego
cierpienia. W tym temacie najczęściej zawiódł się już na ludziach, począwszy od wczesnych
opiekunów. Trudno będzie takie zaufanie do relacji z drugim człowiekiem odtworzyć. Trudno będzie też o zaufanie do terapeuty, tak potrzebne jeśli terapia ma pomóc.
J. M-G.: Myślę o tym co mówisz w kontekście choćby tego, tak pełnego niepewności, czasu
pandemii, kiedy nie wiadomo na czym się oprzeć, jak zaplanować nawet najbliższą przyszłość.
W tym właśnie czasie substancja może być dla kogoś, na kogo działa kojąco, czymś pewnym,
co zwykle, choć na krótko, ale zadziała w przewidywalny sposób. Kontakt z drugim człowiekiem,
choć tak potrzebny, nie da się poddać kontroli. Osoby przeczuwające, że na przykład ich
używanie alkoholu to już problem mogą też obawiać się, że kiedy zgłoszą się po pomoc
usłyszą, że będą musiały porzucić to co ich dotychczas ratowało, stabilizowało. Dodatkowo
hamująco może działać lęk przed oceną zarówno diagnostyczną jak i moralną ze strony innych.
W naszej kulturze uzależnienie kojarzone jest z brakiem silnej woli i niezrozumiałą destrukcją.
Dlatego między innymi tak ważne jest, by pogłębić sposób rozumienia uzależnienia i osób
doświadczających trudności w tym obszarze. Przekonania osób otaczających uzależnionego,
również terapeutów, mogą utrudniać lub torować drogę do sięgnięcia po pomoc.
K. G. : W ostatnim czasie pandemia koronawirusa poskutkowała tym, że dostęp do terapii
uzależnień stał się trudniejszy. Okresowo zawieszane były grupy terapeutyczne, przestawały
pracować poradnie, oddziały dzienne. Przez kilka miesięcy osoby uzależnione miały możliwość
leczenia tylko zdalnego, na które część osób się decydowało, ale dla innych było ono z różnych
powodów niemożliwe, niedostępne. Rozpoczęte terapie bywały nagle zawieszane lub
przerywane. To na pewnym poziomie stanowić mogło niestety potwierdzenie tego, że na kojącą
funkcję substancji można liczyć bardziej niż na relacje. Dodatkowo wielu osobom doskwierał lęk
o zdrowie własne lub bliskich, niepewność co do zatrudnienia, problemy rodzinne, było też
więcej obciążeń gdy np. zamknięto szkoły. Wszyscy tego doświadczyliśmy. A osoby
uzależnione mogły mieć sporo powodów do nawrotów używania substancji psychoaktywnych
na przestrzeni ostatnich miesięcy.
J. M.-G.: Tak, to jest współczesna realność: szereg powodów do bycia w napięciu i
jednocześnie ograniczenia w kontakcie z innymi, w tym w uzyskaniu pomocy w obszarze
zdrowia. Co więcej, myślę, że to jest też czas, w którym sporo z nas mogło odkryć, że w tym
całym zmęczeniu i napięciu pomaga wieczorny drink lub dwa. Dla części osób to będzie
przejściowy i jeden z wielu sposobów radzenia sobie, a z niektórymi może zostać na dłużej,
rozwijać się w uzależnieniową stronę. Warto być na to uważnym, by pandemia nie pozostawiła
po sobie też takich skutków.
K. G. : Na pewno. Myślę, że niestety z tego typu społecznymi i psychologicznymi skutkami
pandemii będziemy mierzyć się jeszcze przez lata. Ale mówimy tu od początku o substancjach
psychoaktywnych, a oczywiście podobne mechanizmy dotyczą też uzależnień behawioralnych.
Wiele zachowań o uzależniającym potencjale można realizować w internecie. Daje on łatwy
dostęp do zakupów, gier, hazardu, pornografii. Wszystkie te sposoby rozładowywania napięcia
mogą prowadzić do uzyskiwania szybkiego i silnego emocjonalnie rezultatu – doświadczania
ulgi, ekscytacji, euforii i redukcji lęku.
J.M.-G.: A także dawać możliwość poczucia wpływu i sprawstwa (np. w rzeczywistości
komputerowych gier), ograniczoną w aktualnej realnej rzeczywistości, pandemii i izolacji, gdzie
częścią naszego bycia jest czekanie aż sytuacja się odmieni, ktoś coś otworzy, odwoła,
przywróci.
K.G.: Wiele obszarów naszego życia przeniosło się ostatnio online, myślę, że może to też
dotyczyć uzależnień. Przeprowadzono ciekawe badania dotyczące skutków pierwszej fali
pandemii. Realizowane były w maju tego roku przez grupę badawczą na Uniwersytecie
Warszawskim. Uwidoczniły one grupę młodych ludzi między 18 a 24 rokiem życia jako
doświadczającą w wyniku pandemii największego nasilenia objawów lęku i depresji na tle
wszystkich innych grup wiekowych. Trudno się temu dziwić biorąc pod uwagę ile zmian w
ważnych dla siebie obszarach funkcjonowania doświadczyła właśnie ta grupa – zamknięto
szkoły, uczelnie, miejsca ich pracy w branży usługowej, wielu musiało zrobić krok wstecz w
swoim usamodzielnianiu się i pozostawać w domu rodzinnym, gdzie doświadczały problemów
rodzinnych, braku prywatności. Przynależność do ważnych grup odniesienia została zachwiana,
grupy w pracy i na uczelniach przestały się spotykać. Pandemia spowodowała zamknięcie w domu. Jednocześnie dla osób w takim przedziale wiekowym Internet to środowisko bardzo dobrze znane i łatwo dostępne. Objawy uzależnienia, tak jak mówiłyśmy wcześniej, mają swoje
złożone, indywidualne dla każdego podłoże. Gdy ludzie realni stają się mniej dostępni bo np.
nie ma zajęć w szkole i na studiach, praca przenosi się do domu oraz chwieją się budowane
przez młodych ramy samodzielnego życia i pojawia się niepewność, wtedy mogą ze zdwojoną
siłą odzywać się problemy wewnętrzne. Poczucie samotności, odłączenia, pozostawanie sam
na sam ze swoim lękiem są bardzo dotkliwe. W takich warunkach sięganie po coś co pomoże i
przyniesie ulgę jest naturalną tendencją. Problem pojawia się wtedy, gdy substancja lub
zachowanie stają się bardzo ważne, zaczynają dominować nad innymi sposobami radzenia
sobie i nad relacjami z ludźmi. Jakie będą bardziej dalekosiężne skutki pandemii, czy nastąpi
np. wzrost liczby uzależnień wśród młodych ludzi, czy rozwiną się uzależnienia realizowane
online – na te pytania odpowiedzieć muszą kolejne badania.
J.M.-G: Rozważamy tu pokrótce bardzo współczesny kontekst dla rozwoju uzależnień czy
specyfiki trudności osób uzależnionych w tym właśnie czasie. Oprócz tego to jak objawi się
uzależnienie, u każdego będzie mieć swój indywidualny wzorzec. Współczesny amerykański
psychiatra zajmujący się uzależnieniami – Edward Khantzian jest przekonany, że osoby
nadużywające środków psychoaktywnych są predysponowane do pewnych substancji, które
pasują do specyfiki ich problemów w zakresie emocji. Osoba uzależniona w nieświadomy
sposób wybiera właśnie tę substancję, która odpowiada jej potrzebom. Ktoś będzie potrzebował
zaprzeczyć swojemu smutkowi, ktoś inny uciec przed doświadczaniem wewnętrznej pustki czy
stłumić trudną do wyrażenia złość. Ten nieświadomy wybór jest możliwy dzięki
zróżnicowanemu, np. pobudzającemu lub uspokajającemu działaniu środków psychoaktywnych.
K.G.: Na przykład uzależnienie od alkoholu związane jest często z uśmierzaniem lęku oraz
gniewu. Tutaj możemy odnaleźć ważne informacje o tym, z czego wynika uzależnienie i jakiego
rodzaju emocje i cierpienie osoba stara się od siebie odsunąć. Zapadanie się w świat pełen
szybkich skoków napięcia i jego rozładowywania, który wciąga bardziej niż realne życie jest już
poważnym krokiem w stronę uzależnienia i powinno niepokoić. Oprócz objawów uzależnienia
interesuje nas w terapii, co takiego charakterystycznego dla danej osoby wyłania się w jej
ścieżce do uzależniania się, z jakiego rodzaju cierpieniem się mierzy, sposobem na co ma być
zażywanie substancji lub nadmierne angażowanie się w konkretne zachowania.
J.M.-G: W tym sensie uzależnienie niesie ważną informację, może być sposobem na wyrażanie
się czegoś trudnego, co w inny sposób było nie do wypowiedzenia a czym trzeba się
zaopiekować. Możemy w tym miejscu zachęcić osoby zastanawiające się nad swoją
trudnościami w używaniu substancji lub z innymi zachowaniami, które przybrały kompulsywny,
nałogowy charakter do pochylenia się na sobą w ten sposób i do rozejrzenia się za pomocą
psychoterapeutyczną. Pamiętajmy, że ona zawsze zaczyna się od konsultacji, której celem jest
m.in ustalenie jaka pomoc jest potrzebna i możliwa. Są pewne ograniczenia obecnego czasu,
ale nadal są też możliwości. Mimo całego związanego z nią trudu, pandemia może być i bywa
twórczym czasem.
K.G.: Można by podsumowując powiedzieć, że jeśli za mocno wciągasz się w używanie
substancji lub jakieś zachowanie, to znaczy, że czegoś bardzo ważnego o sobie nie wiesz, nie
odczytujesz jakiegoś rodzaju swoich potrzeb, nie znajdujesz sposobu by odpowiedzieć na nie w
lepszy sposób. Terapia może być sposobem by poukładać te kwestie i znaleźć lepsze
rozwiązania.
 

Uzależnienie niesie ze sobą ważną informację. Może być sposobem na wyrażanie czegoś trudnego, co w inny sposób było nie do wypowiedzenia, a czym trzeba się zaopiekować. 
 
Katarzyna Głuszek: Przez lata w terapii uzależnień dominowało podejście objawowe. Uwaga
terapeutów i osób będących w procesie terapii kierowana była głównie na objawy uzależnienia,
ich rozpoznanie i zaakceptowanie. Dużą wagę przykładano do uznania swojej bezsilności
wobec substancji oraz budowanie tożsamości osoby uzależnionej. Skupiano się również na
umiejętnościach potrzebnych do utrzymywania abstynencji od substancji. To właśnie całkowitą
abstynencję uznawano za najwłaściwszy cel terapii.
Julia Michalak – Guzik: To może wydawać się logiczne: skoro nadużywanie substancji generuje
problemy w życiu osoby i bardzo często też w jej otoczeniu, to uznać można, że zatrzymując
używanie zatrzyma się też te problemy i … po kłopocie. Wiemy jednak z badań i potwierdzają to
nasze doświadczenia z pracy z uzależnionymi, że osoby te mają w swojej historii życia bardzo
trudne doświadczenia o charakterze traum. Używanie substancji jest często nieświadomą próbą
samoleczenia i radzenia sobie ze skutkami bolesnych doświadczeń. Tymi następstwami mogą
być: trudności z emocjami, ich regulacją, umiejętnością kojenia się, z byciem naprawdę blisko i
autentycznie z innymi ludźmi, z miłością do siebie. Zatrzymanie używania substancji może być z
tego powodu bardzo trudne i niewystarczające, choć bywa też często konieczne i ratujące
człowieka przed poważnym zagrożeniem życia i zdrowia.
K. G. : Takie spojrzenie na uzależnienie przesuwa naszą uwagę z samego objawu na procesy
leżące u jego podłoża. Znany i ceniony kanadyjski lekarz, specjalizujący się w uzależnieniach –
Gabor Mate powiedział, że starając się zrozumieć osobę uzależnioną i jej pomóc, ważniejsze
niż zastanawianie się dlaczego jest uzależniona, jest zrozumienie cierpienia, które do
uzależnienia doprowadza. Nie sama abstynencja od substancji psychoaktywnej, ale to
cierpienie i jego lepsze rozumienie wydaje się kluczową sprawą w terapii. Wynika ono
najczęściej z trudnych doświadczeń, traum relacyjnych i deficytów z nimi powiązanych.
Przybiera formę trudnych do zniesienia stanów emocjonalnych, z którymi osoba nie potrafi
poradzić sobie w inny sposób niż poprzez wypicie alkoholu czy zażycie innej substancji.
J. M.-G.: Myśląc o traumach możemy mieć skojarzenie z czymś tak trudnym jak doświadczenie
przemocy, ciężki rozwód rodziców czy śmierć w rodzinie. Ale doświadczeniem o charakterze
traumy, bardzo mocno kształtującym, może być też niedostatek w obszarze więzi z rodzicem
czy głównym opiekunem dziecka, na skutek braku stałej, stabilnej, wystarczająco dobrej opieki
z jego strony. Jeśli dziecko nie mogło doświadczyć kojenia w swoich przykrych odczuciach,
bycia widzianym ze swoimi potrzebami, nie mogło czuć się bezpieczne i dowartościowane,
może szukać potem substytutu tych doświadczeń w czymś na zewnątrz, poza relacjami, nie
będąc w stanie samo sobie tego dać. Z tej perspektywy patrząc, to nie sama substancja
uzależnia ale nasze wczesne doświadczenia rozwojowe czynią nas podatnymi lub nie, na
uzależnienie. Potrzeba więzi nie dotyczy tylko dzieci, zostaje z nami na całe życie. Badania nad
przywiązaniem pokazały, że gdy pokazać pagórek osobie, która jest w obecności kogoś
bliskiego to będzie wydawał się jej niższy, a więc łatwiejszy do pokonania, niż wtedy gdy jest
sama. Tak jesteśmy stworzeni i regulujemy się emocjonalnie we wzajemnej obecności. Bliskość
innych lub jej brak wpływa na nas. Uzależnienie jest odpowiedzią na doświadczony deficyt więzi
poprzez związanie się z jej substytutem – przedmiotem uzależnienia. Terapia w tym podejściu
jest z kolei leczeniem poprzez relację z drugim człowiekiem, w której w bezpiecznych
warunkach można zająć się własnym cierpieniem.
K. G: Taka pogłębiona i poszerzona terapia uzależnienia dopuszcza różne cele dotyczące
kontaktu z substancją np. stopniowe ograniczanie jej zażywania. Pamiętajmy, że uzależniony
nauczył się polegać na substancji jako na najpewniejszym sposobie uśmierzania swojego
cierpienia. W tym temacie najczęściej zawiódł się już na ludziach, począwszy od wczesnych
opiekunów. Trudno będzie takie zaufanie do relacji z drugim człowiekiem odtworzyć. Trudno będzie też o zaufanie do terapeuty, tak potrzebne jeśli terapia ma pomóc.
J. M-G.: Myślę o tym co mówisz w kontekście choćby tego, tak pełnego niepewności, czasu
pandemii, kiedy nie wiadomo na czym się oprzeć, jak zaplanować nawet najbliższą przyszłość.
W tym właśnie czasie substancja może być dla kogoś, na kogo działa kojąco, czymś pewnym,
co zwykle, choć na krótko, ale zadziała w przewidywalny sposób. Kontakt z drugim człowiekiem,
choć tak potrzebny, nie da się poddać kontroli. Osoby przeczuwające, że na przykład ich
używanie alkoholu to już problem mogą też obawiać się, że kiedy zgłoszą się po pomoc
usłyszą, że będą musiały porzucić to co ich dotychczas ratowało, stabilizowało. Dodatkowo
hamująco może działać lęk przed oceną zarówno diagnostyczną jak i moralną ze strony innych.
W naszej kulturze uzależnienie kojarzone jest z brakiem silnej woli i niezrozumiałą destrukcją.
Dlatego między innymi tak ważne jest, by pogłębić sposób rozumienia uzależnienia i osób
doświadczających trudności w tym obszarze. Przekonania osób otaczających uzależnionego,
również terapeutów, mogą utrudniać lub torować drogę do sięgnięcia po pomoc.
K. G. : W ostatnim czasie pandemia koronawirusa poskutkowała tym, że dostęp do terapii
uzależnień stał się trudniejszy. Okresowo zawieszane były grupy terapeutyczne, przestawały
pracować poradnie, oddziały dzienne. Przez kilka miesięcy osoby uzależnione miały możliwość
leczenia tylko zdalnego, na które część osób się decydowało, ale dla innych było ono z różnych
powodów niemożliwe, niedostępne. Rozpoczęte terapie bywały nagle zawieszane lub
przerywane. To na pewnym poziomie stanowić mogło niestety potwierdzenie tego, że na kojącą
funkcję substancji można liczyć bardziej niż na relacje. Dodatkowo wielu osobom doskwierał lęk
o zdrowie własne lub bliskich, niepewność co do zatrudnienia, problemy rodzinne, było też
więcej obciążeń gdy np. zamknięto szkoły. Wszyscy tego doświadczyliśmy. A osoby
uzależnione mogły mieć sporo powodów do nawrotów używania substancji psychoaktywnych
na przestrzeni ostatnich miesięcy.
J. M.-G.: Tak, to jest współczesna realność: szereg powodów do bycia w napięciu i
jednocześnie ograniczenia w kontakcie z innymi, w tym w uzyskaniu pomocy w obszarze
zdrowia. Co więcej, myślę, że to jest też czas, w którym sporo z nas mogło odkryć, że w tym
całym zmęczeniu i napięciu pomaga wieczorny drink lub dwa. Dla części osób to będzie
przejściowy i jeden z wielu sposobów radzenia sobie, a z niektórymi może zostać na dłużej,
rozwijać się w uzależnieniową stronę. Warto być na to uważnym, by pandemia nie pozostawiła
po sobie też takich skutków.
K. G. : Na pewno. Myślę, że niestety z tego typu społecznymi i psychologicznymi skutkami
pandemii będziemy mierzyć się jeszcze przez lata. Ale mówimy tu od początku o substancjach
psychoaktywnych, a oczywiście podobne mechanizmy dotyczą też uzależnień behawioralnych.
Wiele zachowań o uzależniającym potencjale można realizować w internecie. Daje on łatwy
dostęp do zakupów, gier, hazardu, pornografii. Wszystkie te sposoby rozładowywania napięcia
mogą prowadzić do uzyskiwania szybkiego i silnego emocjonalnie rezultatu – doświadczania
ulgi, ekscytacji, euforii i redukcji lęku.
J.M.-G.: A także dawać możliwość poczucia wpływu i sprawstwa (np. w rzeczywistości
komputerowych gier), ograniczoną w aktualnej realnej rzeczywistości, pandemii i izolacji, gdzie
częścią naszego bycia jest czekanie aż sytuacja się odmieni, ktoś coś otworzy, odwoła,
przywróci.
K.G.: Wiele obszarów naszego życia przeniosło się ostatnio online, myślę, że może to też
dotyczyć uzależnień. Przeprowadzono ciekawe badania dotyczące skutków pierwszej fali
pandemii. Realizowane były w maju tego roku przez grupę badawczą na Uniwersytecie
Warszawskim. Uwidoczniły one grupę młodych ludzi między 18 a 24 rokiem życia jako
doświadczającą w wyniku pandemii największego nasilenia objawów lęku i depresji na tle
wszystkich innych grup wiekowych. Trudno się temu dziwić biorąc pod uwagę ile zmian w
ważnych dla siebie obszarach funkcjonowania doświadczyła właśnie ta grupa – zamknięto
szkoły, uczelnie, miejsca ich pracy w branży usługowej, wielu musiało zrobić krok wstecz w
swoim usamodzielnianiu się i pozostawać w domu rodzinnym, gdzie doświadczały problemów
rodzinnych, braku prywatności. Przynależność do ważnych grup odniesienia została zachwiana,
grupy w pracy i na uczelniach przestały się spotykać. Pandemia spowodowała zamknięcie w domu. Jednocześnie dla osób w takim przedziale wiekowym Internet to środowisko bardzo dobrze znane i łatwo dostępne. Objawy uzależnienia, tak jak mówiłyśmy wcześniej, mają swoje
złożone, indywidualne dla każdego podłoże. Gdy ludzie realni stają się mniej dostępni bo np.
nie ma zajęć w szkole i na studiach, praca przenosi się do domu oraz chwieją się budowane
przez młodych ramy samodzielnego życia i pojawia się niepewność, wtedy mogą ze zdwojoną
siłą odzywać się problemy wewnętrzne. Poczucie samotności, odłączenia, pozostawanie sam
na sam ze swoim lękiem są bardzo dotkliwe. W takich warunkach sięganie po coś co pomoże i
przyniesie ulgę jest naturalną tendencją. Problem pojawia się wtedy, gdy substancja lub
zachowanie stają się bardzo ważne, zaczynają dominować nad innymi sposobami radzenia
sobie i nad relacjami z ludźmi. Jakie będą bardziej dalekosiężne skutki pandemii, czy nastąpi
np. wzrost liczby uzależnień wśród młodych ludzi, czy rozwiną się uzależnienia realizowane
online – na te pytania odpowiedzieć muszą kolejne badania.
J.M.-G: Rozważamy tu pokrótce bardzo współczesny kontekst dla rozwoju uzależnień czy
specyfiki trudności osób uzależnionych w tym właśnie czasie. Oprócz tego to jak objawi się
uzależnienie, u każdego będzie mieć swój indywidualny wzorzec. Współczesny amerykański
psychiatra zajmujący się uzależnieniami – Edward Khantzian jest przekonany, że osoby
nadużywające środków psychoaktywnych są predysponowane do pewnych substancji, które
pasują do specyfiki ich problemów w zakresie emocji. Osoba uzależniona w nieświadomy
sposób wybiera właśnie tę substancję, która odpowiada jej potrzebom. Ktoś będzie potrzebował
zaprzeczyć swojemu smutkowi, ktoś inny uciec przed doświadczaniem wewnętrznej pustki czy
stłumić trudną do wyrażenia złość. Ten nieświadomy wybór jest możliwy dzięki
zróżnicowanemu, np. pobudzającemu lub uspokajającemu działaniu środków psychoaktywnych.
K.G.: Na przykład uzależnienie od alkoholu związane jest często z uśmierzaniem lęku oraz
gniewu. Tutaj możemy odnaleźć ważne informacje o tym, z czego wynika uzależnienie i jakiego
rodzaju emocje i cierpienie osoba stara się od siebie odsunąć. Zapadanie się w świat pełen
szybkich skoków napięcia i jego rozładowywania, który wciąga bardziej niż realne życie jest już
poważnym krokiem w stronę uzależnienia i powinno niepokoić. Oprócz objawów uzależnienia
interesuje nas w terapii, co takiego charakterystycznego dla danej osoby wyłania się w jej
ścieżce do uzależniania się, z jakiego rodzaju cierpieniem się mierzy, sposobem na co ma być
zażywanie substancji lub nadmierne angażowanie się w konkretne zachowania.
J.M.-G: W tym sensie uzależnienie niesie ważną informację, może być sposobem na wyrażanie
się czegoś trudnego, co w inny sposób było nie do wypowiedzenia a czym trzeba się
zaopiekować. Możemy w tym miejscu zachęcić osoby zastanawiające się nad swoją
trudnościami w używaniu substancji lub z innymi zachowaniami, które przybrały kompulsywny,
nałogowy charakter do pochylenia się na sobą w ten sposób i do rozejrzenia się za pomocą
psychoterapeutyczną. Pamiętajmy, że ona zawsze zaczyna się od konsultacji, której celem jest
m.in ustalenie jaka pomoc jest potrzebna i możliwa. Są pewne ograniczenia obecnego czasu,
ale nadal są też możliwości. Mimo całego związanego z nią trudu, pandemia może być i bywa
twórczym czasem.
K.G.: Można by podsumowując powiedzieć, że jeśli za mocno wciągasz się w używanie
substancji lub jakieś zachowanie, to znaczy, że czegoś bardzo ważnego o sobie nie wiesz, nie
odczytujesz jakiegoś rodzaju swoich potrzeb, nie znajdujesz sposobu by odpowiedzieć na nie w
lepszy sposób. Terapia może być sposobem by poukładać te kwestie i znaleźć lepsze
rozwiązania.
 

Uzależnienie niesie ze sobą ważną informację. Może być sposobem na wyrażanie czegoś trudnego, co w inny sposób było nie do wypowiedzenia, a czym trzeba się zaopiekować. 
 
Katarzyna Głuszek: Przez lata w terapii uzależnień dominowało podejście objawowe. Uwaga
terapeutów i osób będących w procesie terapii kierowana była głównie na objawy uzależnienia,
ich rozpoznanie i zaakceptowanie. Dużą wagę przykładano do uznania swojej bezsilności
wobec substancji oraz budowanie tożsamości osoby uzależnionej. Skupiano się również na
umiejętnościach potrzebnych do utrzymywania abstynencji od substancji. To właśnie całkowitą
abstynencję uznawano za najwłaściwszy cel terapii.
Julia Michalak – Guzik: To może wydawać się logiczne: skoro nadużywanie substancji generuje
problemy w życiu osoby i bardzo często też w jej otoczeniu, to uznać można, że zatrzymując
używanie zatrzyma się też te problemy i … po kłopocie. Wiemy jednak z badań i potwierdzają to
nasze doświadczenia z pracy z uzależnionymi, że osoby te mają w swojej historii życia bardzo
trudne doświadczenia o charakterze traum. Używanie substancji jest często nieświadomą próbą
samoleczenia i radzenia sobie ze skutkami bolesnych doświadczeń. Tymi następstwami mogą
być: trudności z emocjami, ich regulacją, umiejętnością kojenia się, z byciem naprawdę blisko i
autentycznie z innymi ludźmi, z miłością do siebie. Zatrzymanie używania substancji może być z
tego powodu bardzo trudne i niewystarczające, choć bywa też często konieczne i ratujące
człowieka przed poważnym zagrożeniem życia i zdrowia.
K. G. : Takie spojrzenie na uzależnienie przesuwa naszą uwagę z samego objawu na procesy
leżące u jego podłoża. Znany i ceniony kanadyjski lekarz, specjalizujący się w uzależnieniach –
Gabor Mate powiedział, że starając się zrozumieć osobę uzależnioną i jej pomóc, ważniejsze
niż zastanawianie się dlaczego jest uzależniona, jest zrozumienie cierpienia, które do
uzależnienia doprowadza. Nie sama abstynencja od substancji psychoaktywnej, ale to
cierpienie i jego lepsze rozumienie wydaje się kluczową sprawą w terapii. Wynika ono
najczęściej z trudnych doświadczeń, traum relacyjnych i deficytów z nimi powiązanych.
Przybiera formę trudnych do zniesienia stanów emocjonalnych, z którymi osoba nie potrafi
poradzić sobie w inny sposób niż poprzez wypicie alkoholu czy zażycie innej substancji.
J. M.-G.: Myśląc o traumach możemy mieć skojarzenie z czymś tak trudnym jak doświadczenie
przemocy, ciężki rozwód rodziców czy śmierć w rodzinie. Ale doświadczeniem o charakterze
traumy, bardzo mocno kształtującym, może być też niedostatek w obszarze więzi z rodzicem
czy głównym opiekunem dziecka, na skutek braku stałej, stabilnej, wystarczająco dobrej opieki
z jego strony. Jeśli dziecko nie mogło doświadczyć kojenia w swoich przykrych odczuciach,
bycia widzianym ze swoimi potrzebami, nie mogło czuć się bezpieczne i dowartościowane,
może szukać potem substytutu tych doświadczeń w czymś na zewnątrz, poza relacjami, nie
będąc w stanie samo sobie tego dać. Z tej perspektywy patrząc, to nie sama substancja
uzależnia ale nasze wczesne doświadczenia rozwojowe czynią nas podatnymi lub nie, na
uzależnienie. Potrzeba więzi nie dotyczy tylko dzieci, zostaje z nami na całe życie. Badania nad
przywiązaniem pokazały, że gdy pokazać pagórek osobie, która jest w obecności kogoś
bliskiego to będzie wydawał się jej niższy, a więc łatwiejszy do pokonania, niż wtedy gdy jest
sama. Tak jesteśmy stworzeni i regulujemy się emocjonalnie we wzajemnej obecności. Bliskość
innych lub jej brak wpływa na nas. Uzależnienie jest odpowiedzią na doświadczony deficyt więzi
poprzez związanie się z jej substytutem – przedmiotem uzależnienia. Terapia w tym podejściu
jest z kolei leczeniem poprzez relację z drugim człowiekiem, w której w bezpiecznych
warunkach można zająć się własnym cierpieniem.
K. G: Taka pogłębiona i poszerzona terapia uzależnienia dopuszcza różne cele dotyczące
kontaktu z substancją np. stopniowe ograniczanie jej zażywania. Pamiętajmy, że uzależniony
nauczył się polegać na substancji jako na najpewniejszym sposobie uśmierzania swojego
cierpienia. W tym temacie najczęściej zawiódł się już na ludziach, począwszy od wczesnych
opiekunów. Trudno będzie takie zaufanie do relacji z drugim człowiekiem odtworzyć. Trudno będzie też o zaufanie do terapeuty, tak potrzebne jeśli terapia ma pomóc.
J. M-G.: Myślę o tym co mówisz w kontekście choćby tego, tak pełnego niepewności, czasu
pandemii, kiedy nie wiadomo na czym się oprzeć, jak zaplanować nawet najbliższą przyszłość.
W tym właśnie czasie substancja może być dla kogoś, na kogo działa kojąco, czymś pewnym,
co zwykle, choć na krótko, ale zadziała w przewidywalny sposób. Kontakt z drugim człowiekiem,
choć tak potrzebny, nie da się poddać kontroli. Osoby przeczuwające, że na przykład ich
używanie alkoholu to już problem mogą też obawiać się, że kiedy zgłoszą się po pomoc
usłyszą, że będą musiały porzucić to co ich dotychczas ratowało, stabilizowało. Dodatkowo
hamująco może działać lęk przed oceną zarówno diagnostyczną jak i moralną ze strony innych.
W naszej kulturze uzależnienie kojarzone jest z brakiem silnej woli i niezrozumiałą destrukcją.
Dlatego między innymi tak ważne jest, by pogłębić sposób rozumienia uzależnienia i osób
doświadczających trudności w tym obszarze. Przekonania osób otaczających uzależnionego,
również terapeutów, mogą utrudniać lub torować drogę do sięgnięcia po pomoc.
K. G. : W ostatnim czasie pandemia koronawirusa poskutkowała tym, że dostęp do terapii
uzależnień stał się trudniejszy. Okresowo zawieszane były grupy terapeutyczne, przestawały
pracować poradnie, oddziały dzienne. Przez kilka miesięcy osoby uzależnione miały możliwość
leczenia tylko zdalnego, na które część osób się decydowało, ale dla innych było ono z różnych
powodów niemożliwe, niedostępne. Rozpoczęte terapie bywały nagle zawieszane lub
przerywane. To na pewnym poziomie stanowić mogło niestety potwierdzenie tego, że na kojącą
funkcję substancji można liczyć bardziej niż na relacje. Dodatkowo wielu osobom doskwierał lęk
o zdrowie własne lub bliskich, niepewność co do zatrudnienia, problemy rodzinne, było też
więcej obciążeń gdy np. zamknięto szkoły. Wszyscy tego doświadczyliśmy. A osoby
uzależnione mogły mieć sporo powodów do nawrotów używania substancji psychoaktywnych
na przestrzeni ostatnich miesięcy.
J. M.-G.: Tak, to jest współczesna realność: szereg powodów do bycia w napięciu i
jednocześnie ograniczenia w kontakcie z innymi, w tym w uzyskaniu pomocy w obszarze
zdrowia. Co więcej, myślę, że to jest też czas, w którym sporo z nas mogło odkryć, że w tym
całym zmęczeniu i napięciu pomaga wieczorny drink lub dwa. Dla części osób to będzie
przejściowy i jeden z wielu sposobów radzenia sobie, a z niektórymi może zostać na dłużej,
rozwijać się w uzależnieniową stronę. Warto być na to uważnym, by pandemia nie pozostawiła
po sobie też takich skutków.
K. G. : Na pewno. Myślę, że niestety z tego typu społecznymi i psychologicznymi skutkami
pandemii będziemy mierzyć się jeszcze przez lata. Ale mówimy tu od początku o substancjach
psychoaktywnych, a oczywiście podobne mechanizmy dotyczą też uzależnień behawioralnych.
Wiele zachowań o uzależniającym potencjale można realizować w internecie. Daje on łatwy
dostęp do zakupów, gier, hazardu, pornografii. Wszystkie te sposoby rozładowywania napięcia
mogą prowadzić do uzyskiwania szybkiego i silnego emocjonalnie rezultatu – doświadczania
ulgi, ekscytacji, euforii i redukcji lęku.
J.M.-G.: A także dawać możliwość poczucia wpływu i sprawstwa (np. w rzeczywistości
komputerowych gier), ograniczoną w aktualnej realnej rzeczywistości, pandemii i izolacji, gdzie
częścią naszego bycia jest czekanie aż sytuacja się odmieni, ktoś coś otworzy, odwoła,
przywróci.
K.G.: Wiele obszarów naszego życia przeniosło się ostatnio online, myślę, że może to też
dotyczyć uzależnień. Przeprowadzono ciekawe badania dotyczące skutków pierwszej fali
pandemii. Realizowane były w maju tego roku przez grupę badawczą na Uniwersytecie
Warszawskim. Uwidoczniły one grupę młodych ludzi między 18 a 24 rokiem życia jako
doświadczającą w wyniku pandemii największego nasilenia objawów lęku i depresji na tle
wszystkich innych grup wiekowych. Trudno się temu dziwić biorąc pod uwagę ile zmian w
ważnych dla siebie obszarach funkcjonowania doświadczyła właśnie ta grupa – zamknięto
szkoły, uczelnie, miejsca ich pracy w branży usługowej, wielu musiało zrobić krok wstecz w
swoim usamodzielnianiu się i pozostawać w domu rodzinnym, gdzie doświadczały problemów
rodzinnych, braku prywatności. Przynależność do ważnych grup odniesienia została zachwiana,
grupy w pracy i na uczelniach przestały się spotykać. Pandemia spowodowała zamknięcie w domu. Jednocześnie dla osób w takim przedziale wiekowym Internet to środowisko bardzo dobrze znane i łatwo dostępne. Objawy uzależnienia, tak jak mówiłyśmy wcześniej, mają swoje
złożone, indywidualne dla każdego podłoże. Gdy ludzie realni stają się mniej dostępni bo np.
nie ma zajęć w szkole i na studiach, praca przenosi się do domu oraz chwieją się budowane
przez młodych ramy samodzielnego życia i pojawia się niepewność, wtedy mogą ze zdwojoną
siłą odzywać się problemy wewnętrzne. Poczucie samotności, odłączenia, pozostawanie sam
na sam ze swoim lękiem są bardzo dotkliwe. W takich warunkach sięganie po coś co pomoże i
przyniesie ulgę jest naturalną tendencją. Problem pojawia się wtedy, gdy substancja lub
zachowanie stają się bardzo ważne, zaczynają dominować nad innymi sposobami radzenia
sobie i nad relacjami z ludźmi. Jakie będą bardziej dalekosiężne skutki pandemii, czy nastąpi
np. wzrost liczby uzależnień wśród młodych ludzi, czy rozwiną się uzależnienia realizowane
online – na te pytania odpowiedzieć muszą kolejne badania.
J.M.-G: Rozważamy tu pokrótce bardzo współczesny kontekst dla rozwoju uzależnień czy
specyfiki trudności osób uzależnionych w tym właśnie czasie. Oprócz tego to jak objawi się
uzależnienie, u każdego będzie mieć swój indywidualny wzorzec. Współczesny amerykański
psychiatra zajmujący się uzależnieniami – Edward Khantzian jest przekonany, że osoby
nadużywające środków psychoaktywnych są predysponowane do pewnych substancji, które
pasują do specyfiki ich problemów w zakresie emocji. Osoba uzależniona w nieświadomy
sposób wybiera właśnie tę substancję, która odpowiada jej potrzebom. Ktoś będzie potrzebował
zaprzeczyć swojemu smutkowi, ktoś inny uciec przed doświadczaniem wewnętrznej pustki czy
stłumić trudną do wyrażenia złość. Ten nieświadomy wybór jest możliwy dzięki
zróżnicowanemu, np. pobudzającemu lub uspokajającemu działaniu środków psychoaktywnych.
K.G.: Na przykład uzależnienie od alkoholu związane jest często z uśmierzaniem lęku oraz
gniewu. Tutaj możemy odnaleźć ważne informacje o tym, z czego wynika uzależnienie i jakiego
rodzaju emocje i cierpienie osoba stara się od siebie odsunąć. Zapadanie się w świat pełen
szybkich skoków napięcia i jego rozładowywania, który wciąga bardziej niż realne życie jest już
poważnym krokiem w stronę uzależnienia i powinno niepokoić. Oprócz objawów uzależnienia
interesuje nas w terapii, co takiego charakterystycznego dla danej osoby wyłania się w jej
ścieżce do uzależniania się, z jakiego rodzaju cierpieniem się mierzy, sposobem na co ma być
zażywanie substancji lub nadmierne angażowanie się w konkretne zachowania.
J.M.-G: W tym sensie uzależnienie niesie ważną informację, może być sposobem na wyrażanie
się czegoś trudnego, co w inny sposób było nie do wypowiedzenia a czym trzeba się
zaopiekować. Możemy w tym miejscu zachęcić osoby zastanawiające się nad swoją
trudnościami w używaniu substancji lub z innymi zachowaniami, które przybrały kompulsywny,
nałogowy charakter do pochylenia się na sobą w ten sposób i do rozejrzenia się za pomocą
psychoterapeutyczną. Pamiętajmy, że ona zawsze zaczyna się od konsultacji, której celem jest
m.in ustalenie jaka pomoc jest potrzebna i możliwa. Są pewne ograniczenia obecnego czasu,
ale nadal są też możliwości. Mimo całego związanego z nią trudu, pandemia może być i bywa
twórczym czasem.
K.G.: Można by podsumowując powiedzieć, że jeśli za mocno wciągasz się w używanie
substancji lub jakieś zachowanie, to znaczy, że czegoś bardzo ważnego o sobie nie wiesz, nie
odczytujesz jakiegoś rodzaju swoich potrzeb, nie znajdujesz sposobu by odpowiedzieć na nie w
lepszy sposób. Terapia może być sposobem by poukładać te kwestie i znaleźć lepsze
rozwiązania.
 

POSZUKIWANIE szczęścia, czyli jak mózg mobilizuje się do działania

Amerykański neurolog i psychobiolog Jaak Panksepp w trakcie 40 lat swojej pracy badawczej odkrył, że w mózgach ssaków istnieje 7 bazowych emocji.

Mowa o sieciach neuronalnych schowanych głęboko w bardziej pierwotnych partiach mózgu. Dokonania Pankseppa pozwalają zrozumieć, co dzieje się w naszych głowach  – z perspektywy biologii, eksperymentu i obserwacji.

Być może widzimy mechanizmy wpędzające nas w cierpienie psychiczne i jednocześnie mogące stanowić tarczę przed samotnością, beznadzieją i bezsilnością, izolacją czy lękiem.

Pierwotne emocje: są ukierunkowane na cel i związane z podjęciem konkretnego działania, wiążą się więc ściśle z motywacją i aktywnością. Są biologicznymi konstrukcjami, sieciami składającymi się z wielu neuronów umiejscowionych w starych, niżej położonych warstwach mózgu.

Kiedy w literaturze opisuje się bazowe emocje: ROZPACZ/PANIKĘ, OPIEKĘ, GNIEW, LĘK, POŻĄDANIE i ZABAWĘ używa się wielkich liter żeby podkreślić ich neurobiologiczny rodowód i odmienne znaczenie niż w przypadku subiektywnie odbieranych uczuć.

Jest jeszcze siódmy, wyjątkowy motor napędowy naszych działań, który zasila energią wszystkie pozostałe – POSZUKIWANIE. To jak silnik w samochodzie który czasami możemy włączyć sami a czasami zapala się i wyłącza bez naszej świadomej kontroli.

POSZUKIWANIE jest uruchamiane przez zlokalizowane w mózgu i organach wewnętrznych czujniki katalogujące zapotrzebowanie na dane substancje. Gdy wykryją nadmiar lub niedobór wysyłają powiadomienie do odpowiednich partii mózgu. Następnie mózg uruchamia narzędzia umożliwiające „zdobycie” i zaspokojenie danej potrzeby. System POSZUKIWANIA podobnie jak wszystkie pierwotne emocje funkcjonuje w innych częściach mózgu niż myślenie i kontrola naszych zachowań. Jest też szybszy niż myśl. Najpierw pojawia się impuls emocjonalny a dopiero później wchodzi do akcji nasza pamięć i doświadczenie życiowe które mogą modyfikować informacje emocjonalne.

„CZUJĘ więc JESTEM”. …nie myślę o tym że jestem głodny, ja to czuję. Są to głęboko nieświadome procesy.

POSZUKIWANIE nie jest ani dobre, ani złe. Złodziej będzie szukał, by ukraść a pielęgniarka będzie szukała, by leczyć. Kiedy ssaki zaczynają „szukać” (np. pies na spacerze, człowiek w sklepie czy nowy miejscu), uruchamiają się tak ważne funkcje psychiczne jak potrzeba eksploracji, poczucie podmiotowości i podejmowanie inicjatywy.

Te procesy wiążą się z coraz większą ciekawością. Przestajemy wtedy być biernymi odbiorcami rzeczywistości zewnętrznej.

Odbieramy wręcz fizyczne wrażenia, że „odpala” nam się poczucie energii i entuzjazmu co może być bardzo przydatne, kiedy musimy radzić sobie z dodatkowymi wyzwaniami, wątpliwościami i przeciążeniem.

Badania neurobiologiczne pokazują, że pierwotne procesy z dolnych partii mózgu wywołują po czasie reakcje w wyższych i nowszych związanych ze świadomym odbiorem informacji i logiką. Procesy te działają dwustronnie dół→ góra i góra → dół. Możemy więc przeżywać zniechęcenie i zrezygnować ze spotkania ze znajomymi, kiedy wejdziemy w apatyczny stan umysłu i specjalnie pobudzić swoją ciekawość związaną z podniesieniem poziomu energii sięgając po coś, co nas ekscytuje albo angażując się w zadanie które uważamy za sensowne.

Działanie systemu POSZUKIWANIA jest blisko związane z systemem ZABAWY który leży u podstaw zdrowego i szczęśliwego życia. ZABAWA ma funkcję społeczną. To bardzo ważna pierwotna emocja która uruchamia się w mózgu małych dzieci najpierw w kontakcie z opiekunem a później z innymi dziećmi i dorosłymi.

To również narzędzie do nauki budowania relacji z ludźmi, nie tylko w dzieciństwie ale i dorosłości. Jeśli się bawimy, to poprzez odpowiedni zestaw neuronów, podobnie jak w przypadku poszukiwania, uruchamiamy dodatkowo inne ścieżki w mózgu i zaczynamy się czuć ożywieni. Ponieważ fizycznie i psychiczne czujemy się inaczej, zachowujemy się inaczej i podejmujemy inne decyzje. Częste następstwa uruchomienia ZABAWY to późniejsza większa skłonność do kontaktów z innymi, żartowania, rywalizacji i współpracy.

Te biologiczne systemy w naszych mózgach umożliwiają bycie zaangażowanym i „podłączonym” do życia toczącego się wokoło. To ważny zasób pomocny w ciężkich czasach, zwłaszcza gdy z powodu izolacji możemy czuć się wyalienowani i coraz bardziej zniechęceni czy przemęczeni.

Na szczęście nasze mózgi mają narzędzia na gorsze czasy. Dzięki POSZUKIWANIU i ZABAWIE umożliwiają korzystanie ze wsparcia społecznego i zwiększające szanse na ostateczny sukces podnosząc po drodze poczucie własnej skuteczności.

Mogą stanowić one barierę przeciwlękową i przeciwdepresyjną.

Kiedy nie podłączamy się do niczego, zaczynamy funkcjonować w realnej i uczuciowej izolacji.

Mózg uruchamia wtedy system PANIKI/ROZPACZY który obniża nasz nastrój, motywację i poziom energii w ciele. Zaburza też sen. Ten mózgowy system separacyjny, wrodzony ale kształtowany w dzieciństwie w relacji z opiekunem krzyczy o zagrożeniu krzywdą i śmiercią. Jest związany z poczuciem uderzającej straty ważnej relacji która dziecku jest potrzebna do przeżycia.  Gdy jako dorośli realnie lub we własnej głowie zanadto oddalamy się od ludzi budzimy PANIKĘ i ROZPACZ, potrzebne do późniejszej odbudowy relacji.

System ten, gdy trwanie w izolacji się przedłuża, może neurochemicznie przyczyniać się do rozwoju depresji.

W obecnej sytuacji nasze mózgi dają nam dodatkowego „kopa” i zwiększają skuteczność działań w sytuacjach angażujących systemy POSZUKIWANIA I ZABAWY.

Razem z OPIEKĄ (uruchamianą gdy się kimś opiekujemy lub otrzymujemy czyjąś troskę) mogą stanowić tarczę przeciwdepresyjną, przeciwlękową i mobilizować nas do podejmowania nowych działań.

Michał Głuszek

psycholog, psychoterapeuta

Absolwent psychologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, studiów trenerskich na Wyższej Szkole Bankowej w Poznaniu i Studium Psychoterapii oraz Szkoły Psychoterapii Grupowej w Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie.

Obecnie pracuje w Zakładzie Pielęgnacyjno-Opiekuńczym w Jarosławcu, prowadzi psychoterapię indywidualną i grupową w poradni leczenia uzależnień w Środzie Wielkopolskiej oraz w Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie. W Pracowni HUMANI prowadzi konsultacje oraz psychoterapię indywidualną i grupową.

Kwarantanna, emocje i relacje

Każdy z nas widział na pewno co najmniej kilka internetowych memów dotyczących tego, co dzieje się z ludźmi decydującymi się – zgodnie z zaleceniami- pozostać w domu na kilkanaście dni.

 Dzień pierwszy – wspaniale!, mamy w końcu czas dla siebie, dzień drugi – gry i zabawy z dziećmi, potem filmy i seriale, dzień trzeci – homeoffice, a dzieci ciągle czegoś chcą, dzień czwarty – to może w „wolnym czasie” pomalujmy wreszcie kuchnię? 

Dzień dziesiąty – „albo wyjdę z domu, albo wyjdę z siebie”.

Przedstawiane z pewną dozą humoru zjawiska dotyczą teraz bardzo wielu domów. 

W niejednym okazuje się, że nie tak łatwo być razem.

I to tak dużo, tak intensywnie, bez przerwy, być może na małej przestrzeni…

W relacjach pojawia się nerwowość, irytacja, złość. Czy to źle? Czy to znaczy, że teraz okazuje się, że jednak  nie mamy szczęśliwych związków i rodzin?

Jest kilka perspektyw, które mogą pomóc zrozumieć co i dlaczego się dzieje.

Po pierwsze intensywny kontakt ze sobą naświetla i wydobywa to, co już wcześniej było trudne w związku czy rodzinie.

Może być to teraz widoczne i odczuwalne zdecydowanie wyraźniej. Zauważamy iż po raz kolejny i to co gorsza w kryzysowej sytuacji, dzieje się coś znajomego.

Na przykład ważna dla nas osoba zachowuje się w szczególnie trudny sposób – np. znów jest nieczuła, nie podchodzi poważnie do naszych uczuć, jest niegodna zaufania, ciągle tylko czegoś wymaga, krytykuje itp.

Jeśli tego typu problemy były kłopotem wcześniej, obecnie z dużym prawdopodobieństwem będą bardziej obecne i odczuwalne w relacjach.

Po drugie wszyscy jesteśmy w sytuacji podwyższonego napięcia, niepokoju, niepewności.

Stres sprawia, że gorzej mentalizujemy, czyli mniej jesteśmy w stanie korzystać z funkcji mózgu potrzebnych by regulować własne emocje i rozumieć złożone międzyludzkie relacje.

Jesteśmy wtedy narażeni na to, że będziemy momentami odbierać rzeczywistość i działać raczej pod wpływem :

  • impulsów, emocji wynikających z naszej osobistej wrażliwości interpersonalnej. (np. odrzucenie, ignorowanie, brak wsparcia)
  • automatycznych przekonań i wzorców (np. „nie jestem dla niego na prawdę ważna”, lub „ona tylko ciągle mnie krytykuje”).

Po trzecie wszystkie relacje mają swoją dynamikę zbliżania się i oddalania.

Ludzie żyjąc w związkach i rodzinach codziennie wychodzą do pracy, na spotkania ze swoimi znajomymi, na zakupy itp. Następnie wracają do domu, opowiadają sobie o tym jak im minął dzień. Może zdążyli zatęsknić już za sobą nawzajem i są ciekawi, co u drugiej osoby.

Teraz mamy mniejszą szansę na regulowanie  tej dynamiki i własnej przestrzeni w relacjach. Każdy z nas różni się przecież w zakresie tego ile potrzebuje kontaktu, a ile dystansu.

Co możemy zrobić dla samych siebie i dla naszych ważnych relacji w obliczu tej trudnej sytuacji?

Być może jesteśmy w stanie wymyślić jak zadbać o własną przestrzeń w relacji?

Czyli jak spędzić nieco czasu samemu, jak dać taką możliwość również partnerowi?

Nie oczekujmy od siebie, że będziemy szczęśliwi będąc ze sobą w kontakcie 24 h na dobę. Sprawdźmy, czy nie potrzeba nam czasu dla samych siebie, zanim dojdzie do konfliktów i myślenia, że jednak małżeństwo lub związek okazał się nieudany. Nie traktujmy też tego kryzysowego czasu jako ostatecznego dowodu na to, że jest między nami źle. W takim czasie lepiej zmobilizować swe siły by rozumieć potrzeby swoje i innych, rozmawiać, łagodzić nieuniknione konflikty, a nie je nasilać.

Katarzyna Głuszek

psycholog, psychoterapeutka, specjalista psychoterapii uzależnień

Magister psychologii o specjalności klinicznej: psychoterapia oraz psychologia pracy: doradztwo personalne, w Instytucie Psychologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Absolwentka podyplomowego, 4-letniego Studium Psychoterapii Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie (ośrodek szkolący rekomendowany przez Sekcję Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego oraz atestowany przez Sekcję Naukową Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego).

W Humani prowadzi konsultacje, psychoterapię indywidualną krótko i długoterminową.

Jak zadbać o zdrowie psychiczne kiedy wokół trwa pandemia?

Świat w ostatnich dniach bardzo szybko się zmienia. Wokół nas trwa pandemia koronawirusa i mało kto przewidywał, że rozwinie się ona tak szybko i że poprzestawia naszą rzeczywistość na taką skalę. Skalę której dokładnych rozmiarów na razie nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Możemy więc mówić o kryzysie naszej rzeczywistości. Jak sobie z nim radzić w naszym najbliższym otoczeniu?

Chodzi mi m.in. o nasze głowy, bo to z nimi jesteśmy w kontakcie przez 24 godziny na dobę, na dobre i na złe. I to one w pierwszej kolejności tworzą środowisko w którym żyjemy. To co się dzieje w naszym wewnętrznym świecie przekłada się później na nasze funkcjonowanie w domu, pracy czy kontakty osobiste.

Spróbuję ugryźć ten temat psychologicznie. Najpierw krótka wycieczka do teorii.

Psychologowie i psychoterapeuci od dawna uważają (mimo początkowych rozbieżności dzisiaj już właściwie wszyscy się z tym zgadzają), że głowę człowieka zamieszkują treści które można podzielić na dwie grupy: świadome i nieświadome. Czasami psychikę porównuje się np. do tafli wody. To co pod nią, bardziej niejasne i ukryte, stanowi nieświadomą część naszego życia psychicznego. Jest często automatyczne i nie podlega refleksji. Możemy np. powiedzieć „Włącza mi się program takiego zachowania”, albo „Nie wiem czemu tak się czuję” lub nawet „Nie wiem co czuję”. To co powyżej powierzchni jest dla nas jaśniejsze i łatwo możemy skierować w te miejsca światło uwagi. Dzięki temu możemy np. przemyśleć swoje plany, porozmawiać o świadomych pragnieniach i zaspokajać świadome potrzeby.

Co wypełnia głowę każdego z nas? Pełno różnych zjawisk. Myśli, uczucia, procedury zachowań, pragnienia, impulsy, marzenia, plany, wspomnienia, odruchy to tylko niektóre z nich.

Te wszystkie elementy łączą wzajemne stosunki. Dziwnie brzmi? Ja to sobie wyobrażam trochę jak sytuację polityczną między sąsiadującymi ze sobą państwami.

Niektóre z nich żyją w zgodzie i wzajemnym zrozumieniu, a inne w konflikcie.

I tu wracamy do rzeczywistości w której się wszyscy – nie z własnego wyboru – znaleźliśmy. Bo dopóki wszystko wokół kręci się po staremu, czyli w sposób do którego zdążyliśmy przywyknąć to i nasze głowy działają zgodnie z jakimś przyjętym wcześniej kompromisowym schematem. Czujemy się po prostu sobą. W znanej rzeczywistości łatwiej podejmować decyzje i poczuć się bezpiecznie.

W naszej obecnej rzeczywistości sytuacja bardzo szybko się zmienia. Nie wszystko jest tak samo jak kiedyś. Np. nagle spędzamy całe dni w domu, kiedy jeszcze wczoraj zdążyliśmy „załatwić tysiąc spraw na mieście”. Zaczynamy czuć się inaczej, myśleć inaczej i inaczej się zachowujemy bo znana dotąd rzeczywistość staje się nieznana i niepewna. Nie mamy przygotowanego planu działania. Podobnie nasze mózgi. To powoduje silny wzrost emocji i ich dominację nad pozostałymi mieszkańcami w mózgu.

Współczesne badania pokazują, że często w takiej sytuacji mózg dokonuje zmiany trybu pracy z bardziej świadomego, wolniejszego i refleksyjnego na tryb przetrwania który wykorzystuje przede wszystkim dużo szybsze nieświadome automatyzmy. Jest to związane z silnym wzrostem poziomu emocji, często lęku i złości. Do głosu bardziej niż wcześniej dochodzą nasze różne sposoby widzenia i radzenia sobie ze światem znane z przeszłości. U jednych może to być wzmożona potrzeba opieki ze strony „kogoś silniejszego” co przy jednoczesnym widzeniu siebie jako słabego wywołuje kłopoty z decyzyjnością. U innych silny lęk i chęć ucieczki (odcięcia się) skłania do zakopania się pod koc i przetrwania trudnej sytuacji oglądając seriale lub znieczulając się używkami. A u jeszcze innych do głosu dochodzi tryb walki związany z chęcią ataku i pokonania „wroga”.

To co często wywołuje kłopoty wynika z faktu, że znane z przeszłości tryby funkcjonowania mózgu często nie przystają do bieżącej sytuacji. Mimo to pozostają sztywne i dominujące. Inaczej mówiąc moja  głowa prędzej będzie zakrzywiała obraz świata i mnie samego dostosowując je do tego co znam z przeszłości niż odwrotnie. Nie zmieni więc sposobu funkcjonowania pod wpływem nowych informacji. Np. w sytuacji gdy nikt mnie nie atakuje, mój mózg może przypisać wrogie cechy przypadkowej osobie w sklepie w którym właśnie zabrakło ważnych dla mnie produktów bo kiedyś musiałem się nauczyć walczyć o swoje w sytuacji jakiegoś rodzaju niedostatku. Może to dotyczyć zarówno braku dóbr fizycznych (pożywienie, ubrania) jak i psychicznych takich jak np. opieka czy uwaga ze strony ważnych osób w dzieciństwie. Żyjemy ze śladem tych niedoborów zapisanych w mózgu i nosimy je w sobie po dziś dzień. Dlatego tak szybko uruchamiają się w naszych głowach przeszłe schematy postępowania gdy wokół zachodzą nagłe zmiany. Po prostu mamy je przez cały czas pod ręką, tylko schowane pod powierzchnią wody.

Nieadekwatne używanie przeszłej wiedzy utrudnia podejmowanie najlepszych dla nas decyzji, adaptację do nowej sytuacji, regulowanie własnego nastroju oraz dbanie o siebie i innych. Ponieważ  hamujemy refleksyjność i działamy bardziej pod wpływem impulsu, możemy mówić i robić rzeczy których później będziemy żałowali. Możemy też popadać w silne, nieprzyjemne stany emocjonalne związane z przeszłymi traumatycznymi sytuacjami. Przy wysokim poziomie lęku nasze myśli będą pędzić jak szalone i wchodzić na zaskakujące ( i często niekomfortowe) dla nas tory. Przy współwystępujących wtedy kłopotach z koncentracją utrudnia to pracę i odnalezienie się w nowej rzeczywistości.

Co więc możemy zrobić żeby sobie pomóc?

Zwracajmy uwagę na swoje myśli i uczucia.

Co czuję?

Co myślę?

Czego chcę?

Co jest dla mnie najważniejsze?

Z jakiego powodu mogę tak myśleć?

Z jakiego powodu mogę tak się czuć?

Pamiętajmy, że to nie jest zwyczajna sytuacja i w związku z tym możemy czuć się przestraszeni, przybici, samotni czy wściekli. Możemy mieć różne nietypowe myśli czy pragnienia. Kiedy nazwiemy wprost co się dzieje w naszych głowach łatwiej sobie to uporządkować i wrócić do równowagi.

Urealnianie sytuacji czyli rozumienie co się dzieje w głowach innych osób oraz wokół mnie.

Kiedy to tylko możliwe sprawdzajmy co osoby wokół nas naprawdę myślą i czują. Często pomóc może rozmowa o tym. Pamiętajmy, że nasze głowy w kryzysowej sytuacji zmieniają odbiór rzeczywistości i często prowadzą nas na manowce.

Warto też łapać kontakt z rzeczywistością poprzez odnoszenie się do faktów.

Co faktycznie się dzieje?

Z czym mam problem?

Co jest najważniejsze, a co może poczekać?

Niektórym w takich sytuacjach pomaga pisanie.

Można też pytać innych o opinię, np. odnośnie swojej sytuacji. Można zwrócić się po pomoc kiedy sami nie dajemy rady.

Obniżenie poziomu emocji

Świadome zwrócenie uwagi na niektóre emocje pomaga w ich obniżaniu. Tak jest np. z lękiem. Można zadać sobie pytanie czego się boję? Gdzie w ciele czuję objawy lęku?

Pomaga też rozmowa z sensowną drugą osobą przy której czujemy się bezpiecznie oraz która potrafi nas zrozumieć, czyli wejść w nasze buty. Jeśli znamy taką osobę, to będzie łatwiej radzić sobie z emocjami we dwójkę niż samemu. Często wystarczy obecność i rozmowa. Z resztą nie dotyczy to tylko lęku. Rozmowa z innymi i ustalenie co, do kogo i dlaczego czuję pomaga lepiej radzić sobie z uczuciami.

Doraźnie zawsze warto uprawiać sport lub wykonać jakiś inny wysiłek fizyczny które obniżają napięcie. Ciało i umysł są ze sobą ściśle połączone poprzez nasz układ nerwowy. Dbając o ciało i jego ruch obniżamy napięcie emocjonalne. Dbając o swoją psychikę obniżamy napięcie w ciele. Ma to pozytywny skutek na różnego rodzaju napięciowe bóle mięśni, kręgosłupa, czy migrenowe które mogą nam towarzyszyć w domowej kwarantannie.

Wiele osób korzysta z technik medytacyjnych lub relaksacyjnych.

I pamiętajmy, obecna sytuacja wcześniej czy później się skończy. To jak sobie z nią poradzimy w dużej mierze będzie zależeć od kondycji psychicznej naszej i naszych bliskich. Dbajmy więc o siebie i innych zarówno fizycznie jak i psychicznie.

Trzymam za nas kciuki.

Michał Głuszek

psycholog, psychoterapeuta

Absolwent psychologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, studiów trenerskich na Wyższej Szkole Bankowej w Poznaniu i Studium Psychoterapii oraz Szkoły Psychoterapii Grupowej w Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie.

Obecnie pracuje w Zakładzie Pielęgnacyjno-Opiekuńczym w Jarosławcu, prowadzi psychoterapię indywidualną i grupową w poradni leczenia uzależnień w Środzie Wielkopolskiej oraz w Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie. W Pracowni HUMANI prowadzi konsultacje oraz psychoterapię indywidualną i grupową.

Humani czyta i poleca: Patricia Coughlin della Selva “Intensywna krótkoterminowa psychoterapia psychodynamiczna”

W ramach cyklu “Humani czyta i poleca” recenzujemy i przedstawiamy interesujące książki z dziedziny psychologii i psychoterapii, wśród nich nowości wydawnicze. Staramy się na bieżąco komentować polski rynek wydawniczy w naszej branży i polecać co ciekawsze pozycje. Serdecznie zapraszamy!

Patricia Coughlin della Selva “Intensywną krótkoterminową psychoterapię psychodynamiczną”

Wydawnictwo Harmonia

Od Wydawcy:

Od niedawna powstaje coraz więcej krótkoterminowych metod psychoanalizy. Jedną z najbardziej znanych i najdokładniej zbadanych jest innowacyjna intensywna krótkoterminowa psychoterapia dynamiczna stworzona przez dr. Habiba Davanloo, u którego szkoliła się autorka niniejszej publikacji. Książka została uporządkowana w sposób metodyczny, stanowiący odzwierciedlenie procesu terapii: od pierwszego kontaktu aż do badania kontrolnego po terapii. Publikacja zawiera szczegółowe przykłady kliniczne pokazujące, w jaki sposób teoria przekłada się na techniki o niespotykanej wcześniej sile i skuteczności.

Z dumą informujemy, że Pracownia HUMANI, wspólnie z warszawskim Laboratorium Psychoedukacji, objęła oficjalnym patronatem wydanie tej książki.

Książka jest dostępna m.in. na stronie Wydawnictwa Harmonia.

Humani czyta i poleca: Paul L. Wachtel “Terapia Relacyjna w praktyce psychoterapii”

W ramach cyklu “Humani czyta i poleca” recenzujemy i przedstawiamy interesujące książki z dziedziny psychologii i psychoterapii, wśród nich nowości wydawnicze. Staramy się na bieżąco komentować polski rynek wydawniczy w naszej branży i polecać co ciekawsze pozycje. Serdecznie zapraszamy!

Paul L. Wachtel “Terapia Relacyjna w praktyce psychoterapii”

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2012 rok.


“W psychologii w pełni dwuosobowej centralne miejsce zajmuje wymiana emocji pomiędzy rzeczywistymi osobami. Widzimy wówczas i rozumiemy, jak na wiele różnych sposobów nastroje, fantazje, pragnienia, spostrzeżenia i oczekiwania każdej z nich krzyżują się z nastrojami, fantazjami, pragnieniami, spostrzeżeniami i oczekiwaniami drugiej strony, jak je tworzą, przekształcają i odtwarzają. Ta psychologia nie ignoruje “wewnętrznych” stanów czy cech, lecz raczej stara się pogłębić i poszerzyć ich rozumienie, analizując nie tylko to, jaka jest ich struktura i jak się przejawiają w ekonomice psychologii każdej jednostki, ale także to, jak w dynamiczny sposób wywołują się wzajemnie w żywych transakcjach z życiem wewnętrznym innych ludzi. Dlatego nie zgadzam się z opinią Modella, że psychoanalizie potrzebna jest zarówno psychologia jednoosobowa, jak i dwuosobowa. Dobrze i w pełni rozumiana psychologia dwuosobowa już z samej swej natury zawiera w sobie to, co powszechnie uważane jest za psychologię jednoosobową. Dwuosobowa psychologia nie zakłada, że “wewnętrzne” procesy się nie liczą – bo oczywiście liczą się, i to bardzo – lecz że procesów tych nie można dobrze zrozumieć, dopóki nie zacznie się ich rozpatrywać w kontekście, a zwłaszcza w kontekście ciągłych transakcji i interakcji z innymi.”

Książką, którą dzisiaj zaczynamy cytować i polecać, jest wydana niedawno w Polsce “Terapia Relacyjna w praktyce psychoterapii” Paula Wachtela. Cieszymy się bardzo, że ta bardzo ważna i potrzebna psychoterapeutom pozycja jest już po polsku.

Paul Wachtel, z wykształcenia psychoanalityk i behawiorysta (tak, tak, to nie błąd), jest jednym z najznakomitszych przedstawicieli nurtu integracji w psychoterapii, autorem świetnych książek. Autor łączy w swoim rozumieniu psychoterapii, wiedzę i głębię psychodynamicznej perspektywy na funkcjonowanie człowieka z wnikliwą analizą kontekstu, w jakim na dany moment ten człowiek funkcjonuje. Proponuje więc nie tylko skupienie się na pracy nad wewnętrzną dynamiką, ale też analizę tej dynamiki w oparciu o ważne relacje, w tym też terapeutyczną.

Przyjmując taki pryzmat pracy, od lat propagowany na przykład przez przedstawicieli psychoanalizy relacyjnej, szczególną wagę przywiązywać muszą terapeuci do kształtowania realnej relacji terapeutycznej.

Dla wszystkich, którzy chcą lepiej tą warstwę relacyjną kształtować, rozumieć, rozwijać, budować i wykorzystywać w leczącym procesie terapii – książka Wachtela będzie wielka pomocą i inspiracją.

Humani czyta i poleca: Nancy McWilliams “Opracowanie przypadku w psychoanalizie”

W ramach cyklu “Humani czyta i poleca” recenzujemy i przedstawiamy interesujące książki z dziedziny psychologii i psychoterapii, wśród nich nowości wydawnicze. Staramy się na bieżąco komentować polski rynek wydawniczy w naszej branży i polecać co ciekawsze pozycje. Serdecznie zapraszamy!

Nancy McWilliams “Opracowanie przypadku w psychoanalizie”

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2012 rok.

“Według relacji wielu ludzi, którzy stali się pacjentami psychoterapii, w przeszłości ich rodzice i inni opiekunowie albo 1) nie dostrzegali ich uczuć, 2) nazywali je w tonie negatywnym np. “Po prostu użalasz się nad sobą”, 3) karali swoje dzieci za uczucia np. “Dam Ci powód do płaczu”, albo 4) dokonywali niewłaściwych atrybucji uczucia “Tak naprawdę nie jesteś zazdrosny – kochasz swoją siostrę”.

Samo akceptowanie uczuć przez terapeutę i jego zainteresowanie nimi kompensuje pierwszy błąd, nazywanie afektów w sposób nieosądzający łagodzi skutki drugiego, zachęcanie do ufnego wyrażania uczuć przezwycięża trzeci, a adekwatne nazywanie uczuć pomaga w przypadku czwartego.

Być może ostatnie z wymienionych działań naprawczych jest najtrudniejsze. Nie zawsze łatwo jest trafnie uchwycić czyjeś uczucia. Organizacja psychiczna każdego z nas wyznacza niewidzialne granice naszej empatii.

http://www.wuj.pl/page,produkt,prodid,1776,strona,Opracowanie_przypadku_w_psychoanalizie,katid,84.html

Humani czyta i poleca: Louis J. Cozolino “Neuronauka w psychoterapii”

W ramach cyklu “Humani czyta i poleca” recenzujemy i przedstawiamy interesujące książki z dziedziny psychologii i psychoterapii, wśród nich nowości wydawnicze. Staramy się na bieżąco komentować polski rynek wydawniczy w naszej branży i polecać co ciekawsze pozycje. Serdecznie zapraszamy!

Louis J. Cozolino “Neuronauka w psychoterapii”

Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2004 rok.

“Neuronauka w psychoterapii” to książka nie najnowsza, ale ze wszech miar fascynująca – zwłaszcza dla psychoterapeutów, którzy wiele swoich zawodowych myśli poświęcają zastanawianiu się nad tym, w jaki sposób pracować skuteczniej i szybciej; jak osiągać takie rezultaty terapeutyczne, które przyniosą nie tylko głęboką, ale trwałą i widoczną w życiu pacjenta zmianę.

W zwiększaniu efektywności pracy terapeutycznej bardzo pomóc może wiedza z obszaru neuronauki, analizująca specyfikę funkcjonowania mózgu.
Wiemy obecnie, że ludzki mózg nie jest – jak dawniej uważano – organem statycznym, ale zmienia się pod wpływem środowiska i bieżących doświadczeń życiowych.
Psychoterapia jest jednym z takich możliwych doświadczeń, którego celem jest modyfikacja wpływu wcześniejszych doświadczeń, które zazwyczaj zatrzymały możliwości rozwojowe i potencjał danego człowieka.

“Niezależnie od podejścia terapeutycznego, trwała zmiana pod wpływem terapii jest wynikiem zmiany w umyśle człowieka. Rozwój obejmuje zmiany struktury, a tym samym czynności mózgu, który tworzy umysł. Pytanie, jak dokładnie zmienia się umysł w procesie psychoterapii, jest najważniejszą zagadką, którą próbuje rozwiązać nowa fascynująca synteza neuronauki i psychoterapii” – pisze we wstępie do książki Daniel J. Siegel.

Próby takiej syntezy podejmuje się, z sukcesem, Louis J. Cozolino, obok Allana Schora jeden z najwybitniejszych współczesnych neurobadaczy. Czerpiąc z najnowszych doniesień o architekturze mózgu, pokazuje on w jaki sposób działa proces terapeutyczny, co może go wzmacniać, a co hamować. Pięknie odmalowuje budowanie się mózgu i jego funkcji pod wpływem różnych doświadczeń rozwojowych. Książkę ilustruje ciekawymi przykładami klinicznymi.

Eric Kandel, noblista i badacz mózgu pisał: “Psychoterapia jest biologicznym leczeniem, terapią mózgu. Powoduje trwałe, dające się zlokalizować zmiany w naszym mózgu”.

Wszystkich, których to zdanie zaciekawiło, książka Cozolino pochłonie bez reszty, gorąco polecamy.

Książkę można kupić na stronach Wydawnictwa Znak.